Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2016

Stagnacja- jak ją pokonać cz.1

Jakis czas temu schudłam ponad 30 kg. Od tego czasu minęły dobre 3 lata, a ja nadal nie ruszyłam z miejsca. Waga waha się, -5 kg, +5 kg. W całkowitym rozrachunku wychodzę na zero, ale nie powiem, że to zero jest moim bezwzględnym. Zawsze chciałam osiągnąć więcej. Sukcesy napędzają moje życie i moją motywację, a tymczasem stanęłam. Stanęłam jak w kolejce po pomarańcze przed Wigilią za czasów PRL-u. Stanęłam i się prawie nie ruszam. Tempo żółwia. Pół stopy do przodu, żeby za chwilę cofnąć się o cały krok bo jakas większa starsza Pani wpycha mi się w kolejkę.
Za bardzo zaczęłam cieszyć się tym co osiągnęłam, przez co przestałam osiągać więcej...
Miałam sporo czasu na odpoczynek od tego pilnego odchudzania, 3 lata na jedzenie tego co mi się podoba, pizze, chipsy, słodycze, dużo alkoholu. A gdzie w tym wszystkim jestem ja i moje cele? ...
" spojrzała w siną dal".
Dosć już odpoczynku i lenistwa. Pora się wziąć za siebie, za rozwój. Trzeba zacisnąć pasa i poćwiczyć wreszcie swoją silną wolę. A własciwie ją sobie wytrenować- biceps zmalał.
Wiecie jaki jest najskuteczniejszy sposób na pokonanie lenistwa? Pierwszy krok. Jeden jedyny, potem leci z górki.

* nie masz siły isc na trening? ( co ja gadam? nie chce Ci się...)- spakuj torbę z ciuchami, załóż sportowe buty i wyjdz z domu kierując się do klubu fitness. Jak już tam dojdziesz, pomysl, że skoro już jestes, możesz w sumie zrobić kilka przysiadów, brzuszków itd. W ostatecznosci może będzie to pół godziny treningu. Pamiętaj, lepsze pół godziny niż siedzenie na tyłku!!!



* nie chce Ci się uczyć/ pisać pracy?- zbierz wszystkie materiały, których potrzebujesz, w jedno miejsce. Wyłącz komunikatory, wszystkie rozpraszacze i daj sobie 50 min na naukę, podczas której naprawdę się skupisz. 50 min to nie wiecznosć. Zawsze będziesz do przodu z materiałem, a gwarantuję, że większosci z Was uda się przerobić całkiem sporo materiału. Być może poswięcicie kolejne 50 min ?

* zamiast w tramwaju/ autobusie w drodze do szkoły/ pracy gapić się w ekran telefonu, poczytaj. Książki rozwijają i leczą. Cytując mojego kochanego L.Wisniewskiego " Czy wiesz, że książki mogą być jak bandaż, albo gips?".
* Nagradzaj się- jednak zachowaj przy tym dyscyplinę. Nie nagradzaj się odcinkiem ulubionego serialu za 50 min nauki, tortem za zrzucone 5 kg. Zachowaj równowagę. Dokonaj czegos co wymagało od Ciebie dużego poswięcenia i w zamian za to zaplanuj sobie większą nagrodę. Zdasz egzamin- zrób cos co chciałes zrobić od dawna. Niech to będzie cos, na co nie mozesz sobie pozwolic na co dzień.

* Miej swojego personalnego trenera- nie ważne w jakiej dziedzinie musisz walczyć ze sobą. Znajdz kogos, kto będzie sprawdzał Twoje postępy, z kim będziesz mógł/musiał się nimi dzielić i kto będzie motywował Cię do dalszej walki.

Póki co tyle moich mądrosci.
No nic, zakładam buty, pakuję torbę i lecę obejrzeć calypso... A nóż zachce mi się poćwiczyć?

Have a good day my dears.

niedziela, 12 czerwca 2016

Bądź głodny sukcesu- motywacja


Jest późna noc.
Sesja w toku. Nauka wierna jak pies czeka na mnie, chce żebym pogłaskała ją po grzbietach książek... Nie jest puchata, nie ma mokrego nosa- nie zachęca.

Naszło mnie rozmyślanie.
Nocą ponoć myśli się więcej, czuje się więcej, marzy się więcej.
Co najważniejsze- odważniej.

Czy życie, które wiedziesz dziś jest tym, którego chcesz? Czy już masz wszystko czego pragniesz?
Jeśli nie, to czy robisz cokolwiek by to dostać, czy wręcz przeciwnie?
Życie dla Ciebie jest zabawą? w każdy weekend spotkać się ze znajomymi, upić, poimprezować?
Czy w tym momencie stajesz się lepszy czy gorszy?
Żyjesz tu i teraz. Nie myślisz o przyszłości, a pamiętasz, że jesteś siewcą i za kilka lat zbierzesz plony swojego działania?
Jesteś cudem. Jesteś niewiarygodnym połączeniem wielu cząstek, komórek, atomów. Myślisz, że to przypadek?
Jesteś pewny, że zostałeś stworzony po to co robisz teraz? Nic większego?

Stworzyliśmy sobie środowiska, które sprzyjają brakowi determinacji, środowiska, które sprzyjają temu, by nasze ciała i umysły sflaczały.
Dawno temu sytuacja była jasna- jeśli nie byłeś wystarczająco zdeterminowany nie miałeś szansy przetrwać.
jeśli nie podejmowałeś walki i ryzyka- wydawałeś na siebie wyrok śmierci, jeśli nie zdobyłeś pożywienia dla siebie i rodziny- czekał was szybki koniec...
Obecnie możesz przejść przez życie bez większej determinacji, bez większego wysiłku...przemknąć przez dzieciństwo, przenudzić się podczas swojej edukacji, a później żyć na koszt państwa, rodziców, albo podjąć mało wymagającą pracę.
Nie musisz codziennie walczyć o przezycie z mrozem, zwierzętami czy innymi ludźmi. Nie konfrontujesz się z realnym zagrożeniem swojego życia... Jesteśmy pokoleniem ludzi, którym brakuje wytrwałości i determinacji w działaniu. Wszystko zostawiamy na później, przekładamy ważne sprawy, przekładamy życie. Ludźmi którzy mają za wiele możliwości wymówek i odwlekania swoich działań. Często, aby naprawdę zacząć walczyć o to czego pragniemy, potrzebujemy poczuć zimny oddech na twarzy, zimne dno pod stopami, by zrozumieć, że teraz musimy odbić się z całych sił, potrzebujemy kryzysowej sytuacji- przyparci do ściany...
Kiedy jesteś na samym dnie, nie myślisz o niczym innym tylko jak się stamtąd wydostać. Kiedy jesteś głodny - za wszelką cenę chcesz zdobyć pożywienie. Nie analizujesz wtedy ZA i PRZECIW. Nie dopuszczasz do siebie wymówek, walczysz żeby zdobyć to czego pragniesz... Walczysz żeby przeżyć...

Co by było gdybyś zawsze walczył z taką determinacją? walczyć o swoje marzenia- tak jak tonący walczy o powietrze?
Co gdybyś chciał osiągnąć swoje cele tak bardzo jak wygłodzony człowiek pragnie kromki chleba?
Pomyśl o chwilę o tym co chcesz zrobić, jak o sprawie życia i śmierci
Ile potrafiłbyś z siebie dać, gdyby to czy nauczysz się na najbliższy sprawdzian, zależało Twoje życie?
Ile zaangażowania wlałbyś w projekt gdyby od jego sukcesu zależało życie Twojej rodziny?
Ile energii włożyłbyś w kolejne powtórzenie, gdyby decydowało ono o tym, czy przeżyjesz?
Żyj tak, aby to co robisz, miało być ostatnią rzeczą w Twoim życiu.
Walcz o każdą chwilę, każdą sekundę życia,
I każdą z nich przeżywaj tak jakby miała być Twoją ostatnią...


niedziela, 6 marca 2016

Masz swojego motywatora?

        Macie kogoś z kim rozmowa Was wielce motywuje? Kto postara się odpowiedzieć na każde postawione przez Was pytanie? Dla niektórych z nas, mogą to być rodzice i przeważnie są- są odpowiedzią na wszystkie pytania, wsparciem, błogosławieństwem i pociechą kiedy jest źle, dla niektórych mogą to być przyjaciele. Może to być też osoba, z którą kontaktujemy się raz na ruski rok i wymieniamy się najważniejszymi spostrzeżeniami dotyczącymi naszego życia.
Ważne jednak jest, aby każdy z nas kogoś takiego miał.
Możecie zapytać po co? A po to właśnie, żeby ktoś za przeproszeniem kopnął Cię w cztery litery kiedy marnujesz sobie życie, kiedy nie potrafisz podjąć ważnych dla siebie decyzji, obrać prawidłowego kursu lub zrezygnować z czegoś co Ci kompletnie nie służy. I nie ważne czy chodzi o działanie, które jest bezproduktywne, czy o osobę, która nic do Twojego życia nie wnosi.
Krąży ostatnio takie powiedzenie: „Prawdziwy przyjaciel, gdy Ty powiesz „kogoś zabiłem”, on zapyta „gdzie go zakopiemy””. Trochę drastyczne porównanie, ale czasami dociera do człowieka, że przyjaciółmi nie są osoby, z którymi widujemy się codziennie, i które wiedzą co się dzieje w szarej codzienności. Przyjaciel to ktoś do tańca i różańca. Ktoś kto będzie stał za Tobą murem, pomoże Ci „wykopać grób”, ale zaraz trzepnie Cię i powie: „jesteś skończoną sierotą, ogarnij się wreszcie!” Przyjaciel nie może się bać mocnych słów. On je musi wypowiadać, żebyśmy nie stali w miejscu. Więc dlaczego nam to tak bardzo nie pasuje?
        Boimy się. Boimy się zmian, wyzwań, nieznanego. Boimy się, że sobie nie poradzimy, więc nagle, gdy ktoś zmusza nas do wyjścia ze strefy komfortu, staje się dla nas niewygodny. Nie powinno tak być. Nie wiesz ile masz czasu do przeżycia. Nie masz pojęcia, kiedy umrzesz. Może doczekasz pięknej starości, u boku osoby, którą kochasz, z gromadką wnucząt wokół. A gdyby jutro przydarzył Ci się nieszczęśliwy wypadek? Jak zostaniesz zapamiętany? Co zrobiłes? Czego dokonałeś? Co osiągnąłeś? Ile jest osób, którym trwale, pozytywnie zapisałeś się w pamięci? Nie chciałbyś dokonać czegoś wielkiego? Osiągnąć coś więcej niż przeciętność? Pewnie, że byś chciał… Chciałbyś dużo zarabiać, mieć piękny dom, samochód, żonę/męża wpatrzonego w Ciebie jak w obrazek… Takie są marzenia wielu ludzi w dzisiejszych czasach… I niestety nic ponadto.
Jesteśmy przeciętniakami sami dla siebie… Byle do wieczora, byle do piątku…
       Zmień coś. Określ cel w każdym aspekcie swojego życia. Nakreśl osobę, którą chciałbyś się stać i stań się nią. Zastanów się nad tym co musisz zrobić, żeby to osiągnąć i działaj. Zacznij od śmiałych kroków. Nie przeskoczysz przepaści dwoma małymi. Nie ma czasu już się rozdrabniać. To Twoje życie i nie masz ani chwili do stracenia! Na każdy kolejny dzień pracujesz dziś! Jeśli masz za niską średnią to jedyne co musisz zrobić, to zacząć się uczyć. Nie ma dróg na skróty! Działaj… Nikt za Ciebie tego nie osiągnie…
I na koniec… Zostaw za sobą to co Ci nie służy, ludzi którzy Cię hamują. Odetnij się od tego. Jesteś TY i cały Swiat przed Tobą… Stoi przed Tobą otworem i zaprasza Cię do wielkości…
Nie zmarnuj swojej szansy




Trzeba wszystko uporządkować.

Musisz się zdecydować, czego chcesz się trzymać.
Musisz wiedzieć, co trwa, a co przeminęło.
I czasami ustalić, czego nigdy nie było.
(...)
I musisz sobie pewne rzeczy odpuścić.





wtorek, 26 stycznia 2016

Odważ się żyć!

Dlaczego to czytasz?
Chcesz przeczytać, że trenuję 7 dni w tygodniu, że podjęłam właściwą decyzję?
A może chcesz usłyszeć, że podjęłam złą, setki, tysiące tych złych, ale mimo to ciągle idę na przód? Chcesz przeczytać o tym, że codziennie na treningu daję z siebie wszystko, że daję nawet więcej? Chcesz przeczytać o tym, że osiągnę swój cel? Czy może mam Ci powiedzieć, że Ty też go osiągniesz? Chcesz usłyszeć, że masz ruszyć wreszcie dupę sprzed komputera?
Chcesz motywacji, bo w sumie to fajnie by zrealizować swoje marzenia, ale nie teraz… teraz nie masz ochoty, teraz leci Twój ulubiony serial, teraz pada, teraz Ci się nie chce
Wolisz siedzieć bezczynnie…
Tak jest łatwiej. Tak jest wygodniej. Tak jest prościej. Tak jest wystarczająco dobrze.
Chcesz przeczytać o tym jak czas przepływa Ci między palcami? Jak każda pojedyncza sekunda Twojego życia już nigdy nie wróci, a Ty marnujesz ich setki, tysiące, miliony…
Nie robiąc nic, albo przeciwnie… robiąc rzeczy, które nie mają żadnego znaczenia. O których jutro zapomnisz, o których zapomnisz już za godzinę.
Każdy moment, w którym nie działasz to część Twojego życia bezpowrotnie zmarnowana…
Po to tu jesteś?

Może jednak chcesz zapewnień? Chcesz być pewny, że Ci się uda? Dlaczego jeszcze tego nie wiesz?
Zastanów się, dlaczego nie jesteś TERAZ pewny, że Ci się uda? Może tak naprawdę nie dajesz z siebie aż tak wiele?
Może chciałbyś, żebym opowiedziała Ci swoją historię? Historię upadku, historię lenistwa, gdy szczytem moich ambicji było pójść do sklepu po kolejną paczkę chipsów,a jedyną misją kolejny etap w doomie, ale nagle przestałam, w jednej chwili założyłam własną firmę, znalazłam mężczyznę moich marzeń i zostałam królową świata? Tego chcesz?
Chcesz się identyfikować z postacią, której nawet nigdy nie zobaczysz, która nawet nie istnieje?
Chcesz przez chwile nie mieć do siebie żadnych zarzutów, chcesz żyć wyobraźnią, chcesz śnić na jawie… CHCESZ SPAĆ! Chcesz się położyć i przespać kolejny dzień… i kolejny, i kolejny… W końcu każdy jest taki sam. Każdy jest normalny, każdy jest przeciętny, każdy z nich jest nijaki… Prześpij swoje życie… Słodkich snów!
A może chcesz po prostu być normalny, chcesz normalności? Czym właściwie jest normalność? Czy to nie nuda, nijakość, przeciętność?
Jeśli chcesz być przeciętny, nie ma problemu. Wracaj na facebooka. Pogadaj ze znajomymi o tym jak jest Wam źle, nudno, o tym jak nic Wam się nie udaje, o tym jak nic Wam się nie chce. Chcesz tego? Nie ma sprawy. Naciśnij krzyżyk w górnym rogu ekranu.
Jeśli brak CI jaj by powiedzieć światu o tym czego pragniesz, o tym czego chcesz, by dążyć do tego o czym od zawsze marzyłeś, wyłącz to. To strata czasu…
Ale w sumie dla Ciebie to nie ma żadnego znaczenia. W końcu wszystko co robisz to zabijanie czasu i narzekanie.. Napisz w komentarzu jak właśnie zmarnowałeś kilka minut swojego życia i włącz filmik z kotem, który gra na pianinie. Smiało… zrób TO!
Dalej, spełnij swoje ambicje. Bądź normalny, bądź przeciętny, bądź nijaki… Bądź nikim…
Albo…
ODWAŻ SIĘ ŻYĆ!





środa, 23 grudnia 2015

Walcz o swoje marzenia!

Pobudka.
Szósta rano, Twoja ręka jeszcze nie chwyciła budzika, a głosy w Twojej głowie już zaczynają Ci mówić, że jest za wcześnie, za ciemno, zbyt zimno by wyjść z łóżka.
Bolące mięśnie buntują się przeciwko Tobie, udają, że nie słyszą rozkazów mózgu, który każe im się poruszyć.
Legiony głosów w jednomyślnym okrzyku dają Ci pozwolenie na wciśnięcie „drzemki” na budziku i odpłynięcie z powrotem do krainy snów.
Ale Ty nie pytasz ich o pozwolenie… Głos, którego zdecydowałeś się słuchać jest głosem przekory. Głos, który spowodował, że nastawiłeś ten budzik wczoraj.
Więc siadaj! Postaw stopy na podłodze i nie oglądaj się za siebie.
Przed nami jest zadanie do wykonania.
Witaj w świecie dążenia do celu.
Czym jest dzień, jeśli nie cyklem konfliktów pomiędzy prawidłową drogą, a drogą łatwą?
Dziesięć tysięcy strumieni otwiera się przed Tobą niczym rzeczna delta, każdy z nich kusi Cię swoim pomyślnym nurtem i brakiem oporu…
Rzecz w tym, że Ty płyniesz pod prąd. Kiedy podejmujesz tę decyzję, kiedy decydujesz się odrzucić to co wygodne, to co bezpieczne, co niektórzy nazywają „zdrowym rozsądkiem”.
To tylko początek Twojej drogi. Od teraz będzie tylko trudniej, więc lepiej upewnij się, że naprawdę tego chcesz, ponieważ możliwość rezygnacji zawsze będzie na wyciągnięcie ręki, w gotowości żeby zniweczyć Twój wysiłek…
A teraz musisz tylko się podnieść…
Ale nie będziesz się kłócił, z każdym kolejnym krokiem musisz podjąć decyzję czy zrobisz następny. Jest już czas, ale to nie czas by rozwodzić się nad tym jak daleko już zaszedłeś…
Walczysz z przeciwnikiem, którego nie możesz zobaczyć, ale możesz poczuć jak depcze Ci po piętach, czyż nie?
Czujesz jego oddech na swoim karku…
Wiesz kim on jest? To Ty!
Twoje lęki, Twoje wątpliwości, Twoje kompleksy, wszystkie zgrupowane razem niczym pluton egzekucyjny, w gotowości by zmieść Cię z powierzchni ziemi. Nie trać nadziei, mimo że nie są łatwe do pokonania, to daleko im do niezwyciężonych…
Pamiętaj, dążysz do celu, to Battle Royale pomiędzy Tobą i Twoim umysłem, pomiędzy ciałem a diabełkiem na Twoim ramieniu, który wmawia Ci, że to tylko gra, że to strata czasu, że Twoi przeciwnicy są silniejsi od Ciebie…
Zagłusz te głosy wątpliwości biciem swojego serca, wypal brak pewności ogniem, który płonie pod Twoimi stopami…
Pamiętaj o co walczysz i nigdy nie zapominaj, że rozpęd jest okrutną kochanką. Może zmienić wszystko o 180 stopni przy najmniejszej pomyłce…
Ciągle poszukuje słabego punktu w Twojej zbroi, tej małej rzeczy, na którą zapomniałeś się przygotować…Tak długo jak diabeł tkwi w szczegółach, pozostaje pytanie czy tylko na tyle Cię stać? Jesteś pewny? Gdy odpowiedź brzmi „tak”, to znaczy, że zrobiłeś wszystko, by przygotować się do walki. Wtedy właśnie jest czas byś wystąpił naprzód i dumnie stawił czoła swojemu wrogowi… Wrogowi wewnątrz Ciebie.
Teraz musisz przenieść tę walkę w teren, w terytorium wroga. Jesteś lwem w stadzie lwów. Wszyscy polują na tę samą nieuchwytną zdobycz… z niepohamowanym głodem, który zdaje się mówić, że ZWYCIĘSTWO to jedyna rzecz, która może utrzymać Cię przy życiu…
Więc uwierz w głos, który mówi Ci, że MOŻESZ BIEC JESZCZE SZYBCIEJ, MOŻESZ RZUCIĆ MOCNIEJ,  a prawa fizyki są dla Ciebie jedynie sugestią…
Zwycięstwa i porażki są jak krople w oceanie, ale wysiłek… NIKT nie ma prawa osądzać wysiłku…bo wysiłek to coś wyłącznie pomiędzy Tobą, a Tobą!
Jeśli jutra by nie było… co dał byś z siebie dzisiaj?
Cokolwiek możesz po sobie zostawić… Zostaw coś po sobie!


Więc jeżeli masz coś o co wiesz, że warto walczyć… WALCZ! Nie poddawaj się swojemu lenistwu, swoim zachciankom… One NIE SĄ SILNIEJSZE od CIEBIE. Tylko TY tu rządzisz. Więc WALCZ!!!


sobota, 5 grudnia 2015

Dlaczego warto pokochać niedoczynną?

Ojej, dawno mnie tu nie było...
Wracam, mam nadzieję, że wreszcie na dłużej i z nową dawką wiedzy i doświadczenia.

Wiadomo, jak kobiety reagują po rozstaniu. Dostajemy pałką w łeb i świat nam się wali. Co najlepsze, tu nawet nie chodzi o skończoną wielką miłość i myśli: " o matko, nigdy już nikogo nie znajdę, on był najlepszy, najcudowniejszy, to na pewno moja wina!" (wiem, trochę koloryzuję, ale w większości wypadków jest podobnie), tylko o zranioną dumę i utratę pewności siebie. My kobiety jesteśmy na nasze nieszczęście tak zaprogramowane, że jak zostajemy odrzucone, albo nawet same podjęłyśmy decyzję o rozstaniu to tracimy pewność siebie i przekonanie o własnej wyjątkowości. Wiecie czemu? bo zdanie o sobie opieramy na czyjejś opinii o nas. Jeżeli mamy dużo znajomych, dobre oceny, powodzenie u płci przeciwnej to jest super. Jeden czynnik nawali, a w głowie zapala się czerwona lampka i słyszysz głośne wycie syreny "łeło łeło- coś z Tobą nie tak! jesteś niewystarczająco dobra". Wiecie co? kiedyś trafiłam na pewien cytat, nie pamiętam już dokładnie jego brzmienia, ale ogólny zamysł był taki: zawsze znajdzie się ktoś lepszy, mądrzejszy i bardziej wystarczający od Ciebie...więc pytam się: dlaczego opieramy postrzeganie siebie na zdaniu kogoś kto w każdej chwili może zniknąć z naszego życia? Dlaczego jesteśmy czasami tak głupie i naiwne?
Po moim rozstaniu doszłam do pewnych wniosków. Stwierdziłam, że nie potrzebuję nikogo żeby przekonać się, że jestem coś warta. A właściwie dużo warta. Prawie wszystko co mam, co osiągnęłam, osiągnęłam. Własnymi siłami. Mam rodzinę i przyjaciół, którzy poszliby za mną w ogień, a ja za nimi. Wiem to. Mam perspektywy na dobre życie, mam cel, do którego chce i potrafię dążyć. Mam masę pięknych wspomnień. A co najlepsze, pewne wartości zaczęłam pielęgnować dopiero po rozstaniu. Dojrzałam do tego, żeby je dostrzec i wyciągnąć z nich tyle dobrego ile się da. Dlatego nie myślcie (tak jak ja i każdy chyba), że rozstanie to koniec świata. Tak naprawdę to dopiero początek. Początek czegoś ogromnie fajnego. Ja miałam okazję przeżyć katastrofę psychiczną i psychologiczną krótko, ale intensywnie. Teraz widzę wszystko inaczej i cieszę się, że mogłam do tego dojść. Pamiętajcie, zawsze znajdzie się ktoś lepszy... też dla Was (jakimś dziwnym trafem po rozstaniu zaczyna się mieć ogromne powodzenie :D)

To tak słowami wstępu. Trochę jak Mickiewicz- ku pokrzepieniu serc. Główny temat jednak odnosi się do ludzi z niedoczynnością tarczycy.
My mamy ogromny problem z poczuciem własnej wartości, głównie przez zmiany w ciele jakie w nas zachodzą. Wiemy, że tycie jest spowodowane chorobą, ale przecież nikt nie będzie o tym trąbił na prawo i lewo. I tak znajdzie się ktoś kto pomyśli: "całymi dniami pewnie zapycha się frytkami w maku". Nie możemy walczyć z niesprawiedliwością losu, ale walczymy o siebie.
Każdy z nas, ma kilka cech, za które można, a nawet warto byłoby nas pokochać. Z tą swoją drugą "miłością" na całe życie, stajemy się innymi ludźmi. Niektórzy potrafią zacisnąć poślady i wypracować te cechy od razu, innym zajmuje to trochę więcej czasu, ale przejdźmy do konkretów.

Piszę to dla Waszych rodzin, znajomych, ukochanych. Niech przeczytają i postarają się wczuć w sytuację. Zrozumieć jak mogłoby być, gdyby oni byli w takim położeniu.

1. Silny zawodnik

Każdy po usłyszeniu diagnozy leci do domu i w przeglądarce wpisuje: "niedoczynność tarczycy". Zapoznajemy się z listą objawów. Pewnego pięknego dnia tracimy kontrolę nad własnym ciałem. Jak się czujesz w takiej sytuacji? Wyobraź sobie, że każdego dnia budzisz się z chronicznym zmęczeniem. Zmuszasz się żeby wyjść do pracy/ szkoły i marzysz tylko o tym, żeby po powrocie położyć się do łóżka i zasnąć. I spać... do końca świata ... Zaczynasz też tyć. Możesz wypić szklankę wody a czujesz się jakby dołożyli Ci 10 kg. Na forach nie znajdujesz pocieszenia, a raczej teksty w stylu: "nic się nie poprawi, będzie jeszcze gorzej; zapomnij, że schudniesz, będziesz tylko tyć, itd. "
Co można zrobić i poczuć w takiej sytuacji? Załamać się, przyjąć, że tak już będzie i z tym nie walczyć tylko się poddać.
Można się też zbuntować...
Dlatego spójrz na tego niedoczynnego wojownika, który żyje obok Ciebie i zobacz jak dzielnie walczy i znosi te objawy. Musi mieć nadludzką siłę, prawda?

2. Zna swój cel i do niego dąży

Kobiety słyną z niezdecydowania i zmienności... Niedoczynność uczy nas, że kluczem do sukcesu jest systematyczność. Nie możemy zapomnieć o tabletce każdego dnia. Cierpliwość to druga heroiczna cecha: minimum 3 razy w tygodniu słyszysz dobiegajace z pokoju odgłosy sapania i łagodny głos Ewy Chodakowskiej, mówiącej" zrobiłaś to, jestem z Ciebie dumna"
Tu nie chodzi tylko o cele dotyczące choroby: poprawić samopoczucie, schudnąć, zadbać o włosy itd. Patrząc z boku widzisz, że osoba chora wie czego chce. Ma jasno określony cel i do niego dąży. I nawet jeżeli czasami powie Ci "obojętnie" to raczej z przyzwyczajenia, niż z prawdziwego niezdecydowania.

3. Nie boi się wyzwań

Nasze życie możemy podzielić w podobny sposób jak dzieli się czas przed i po narodzinach Chrystusa. Tylko, że nasza mniejsza jednostka czasu dzieli się na: przed i po usłyszeniu diagnozy.
Jeżeli nie znaliście się przed chorobą, to na pewno możesz dostrzec chociażby ze zdjęć lub opowiadań rodziny jak bardzo się zmieniła osoba chora. Jeżeli zaczęła ciężką pracę nad swoim ciałem i powrotem do "normalności" to na pewno dużo też pozmieniało się w jej głowie. Wiesz ile lęków trzeba pokonać, żeby dotrzeć do takiego miejsca w jakim ona być może się teraz znajduje? To nie chodzi o różnicę w kilogramach. Nieważne czy to 5 czy 40 kg. Każdy kilogram kosztuje ją 3 razy więcej wysiłku niż przeciętnego człowieka. Każdy zastój formy to kolejna chwila kiedy nadzieja sypie się w proch i masz ochotę rzucić wszystko w cholerę. Najlepiej to rzucić się z mostu i przestać męczyć. Może choroba nie zmieniła jej poczucia humoru, ale na pewno zmieniła spojrzenie na świat i ludzi. I na własne ja. Być może stała się bardziej tolerancyjna i wyrozumiała. Może teraz jest większą optymistką, bo wie jak może być ciężko?
Doceń to. Zwłaszcza w chwilach kiedy przychodzi spadek formy.

4. Czerp z niej inspirację


Przychodzi zima, nie trzeba zdejmować ciepłych swetrów i odsłaniać ciała, więc spokojnie można też przywdziać zimowe oponki i poczekać do lata na  chudsze czasy. Pamiętaj jednak, że kiedy Ty się opierdzielasz, ktoś inny ciężko pracuje, uczy się, dąży do celu... Wygrywa. Wiem, że patrząc z tej perspektywy, porównując się z kimś kto więcej osiągnął, lepiej wygląda, ma lepsze życie, wypadasz słabo w swoich oczach. Jednak spójrz w bok.. jest obok Ciebie osoba, która musi każdego dnia walczyć na nowo. Zmotywować się do wstania rano z łózka, skupić się na obowiązkach, określać nowe cele i do nich dążyć. To osoba, która nawet jeżeli jej się strasznie nie chce. spakuje torbę, buty sportowe i pójdzie na siłownie, albo włączy Chodakowską i za każdym razem słysząc jej słynne "dasz radę, jeszcze jedno powtórzenie" ma ochotę wyrzucić telewizor/laptopa przez okno i na złość swojej fit trenerce polecieć po wiadro lodów. Najlepiej litrowe. Jednak nie zrezygnuje, bo wie, że jeden dzień straty to cholernie dużo. Za dużo żeby sobie na to pozwalać. Wiadomo, każdy ma gorsze chwile, ale masz doskonałego motywatora obok siebie. Skorzystaj z tego...

5. Wieczne przytulanie też jest spoko :)

Osoba z niedoczynnością wiecznie odczuwa chłód. Więc przytulaj ile wlezie :D

6. Potrafi gotować smacznie i zdrowo 

Osoby chore muszą bardzo uważać na to co jedzą. Dlatego po usłyszeniu diagnozy zmieniają się w żywieniowych wariatów. Eksperymentują, próbują, dodają nowe smaki i przyprawy. Nie zawsze musi to wychodzić doskonale, nie zawsze musi się chcieć. Jednego możesz być pewny. Jak zacznie gotować to postara się żeby było maksymalnie zdrowo i smacznie. Nie ważne czy będzie robić pierogi, czy sałatkę. Zawsze znajdzie jakąś, choćby małą modyfikację, żeby było lepiej :)

A jak wiemy, najlepsze związki rozwijają się nie w łóżku a przy wspólnym gotowaniu :) Kiedyś mi babcia powiedziała: zobacz jakie serce człowiek ma do gotowania i do zwierząt, a będziesz wiedziała wszystko. Można robić jedną potrawę milion razy, ale zawsze będzie smakować inaczej. Wiesz dlaczego? Bo chory nie robi jedzenia mechanicznie. On myśli, co w danym momencie może być najlepsze, może najlepiej pasować i najlepiej smakować.

7.  Kocha sam siebie

Argument najlepszy z możliwych! poznajesz nową osobę i zastanawiasz się jaka jest. Czy Cię nie skrzywdzi, nie wykorzysta itd?
Zastanów się... Czy ta osoba wygląda jakby świetnie poradziła sobie bez Ciebie? jeśli tak to świetnie!
Wiesz dlaczego? Bo jeśli tak jest, oznacza to, że jesteś jej świadomym wyborem. Wybrała Cię z pośród tysiąca innych ludzi nie dlatego, żeby zapełnić pustkę, żeby mieć kogoś itd. tylko dlatego, że lubi z Tobą przebywać, rozmawiać, śmiać się.
Więc jeżeli czekasz na przylepę, która nie będzie Cię opuszczać na krok, tylko wisieć Ci ciągle na ramieniu, lepiej szybko oddal się na bezpieczną odległość. Poznałeś bowiem osobę, która ma dużo do zrobienia ze względu na swoją chorobę, która musi się oswajać ze sobą i realizować siebie, więc ciesz się, bo najmocniej potrafi pokochać człowiek, który kocha sam siebie. Umie dawać i cieszyć się tym dawaniem. I na pewno doceni każdy miły gest.

Dlatego moi drodzy niedoczynni. Uwierzcie w siebie i nie opierajcie swojej pewności siebie na zdaniu innych. Po prostu zakochajcie się w sobie na nowo, a potem myślcie o pokochaniu kogoś.
A Wam rodzino/ przyjaciele/ partnerzy niedoczynnych- doceńcie ich i zastanówcie się jakby to było, gdybyście Wy znaleźli się w takiej sytuacji :)




sobota, 4 kwietnia 2015

Łakomstwo na święta? Nie daj się!!!

Moje sprawdzone sposoby na przeżycie Świąt bez ulegania pokusom wielkości bomby atomowej:

1. Jedz regularnie małe porcje- rada powtarzana do znudzenia, ale teraz w okresie postnym, kiedy wszyscy czekamy na I dzień Świąt, żeby wreszcie zjeść coś czego sobie odmawialiśmy jest jak najbardziej na miejscu. W piątek i sobotę najlepiej jeść często ale małe porcje. Zainwestuj w białko i owoce. Białko powoduje, że dłużej czujemy się nasyceni, a owoce zastępują nam słodycze.


2. Jeśli poczujesz ogromną ochotę zjedzenia czegoś słodkiego po raz kolejny- odczekaj 10 min. Zrób sobie dobrą herbatę, jeśli trzeba posłodź ją miodem. Wyciągnij kogoś na spacer. Smaczny jest pierwszy kawałek ciasta. Nie dziesiąty :))

3. Pij dużo przed obiadem/ kolacją. Na pewno zjesz dużo mniej. Może będziesz się czuła pełna lub przejedzona, ale pamiętaj. W większej mierze jest to woda, którą wypiłaś a nie jedzenie.

4. Doskonałym sposobem na łakomstwo jest też mycie zębów lub ssanie miętówek.
5. Polecam również koktajle owocowe! np mleko 0,5%-1,5% z bananem. Możesz dodać odrobinę cukru do smaku, ale naprawdę nie jest to konieczne :)


"Co jeśli już umówiłaś się na imprezę i czujesz, że nie masz siły oprzeć się pokusom bufetu? Zostaw sobie trochę czasu między pracą (sprawunkami czy innymi zajęciami) a przyjęciem na naładowanie baterii. Chwila relaksu daje Twojemu mózgowi odpocząć, by nie był już tak bezsilny wobec Twojego łakomstwa. Łatwiej będzie Ci odmówić sobie tych wszystkich smakołyków, które znajdziesz w zasięgu wzroku."



10 szybkich trików na powrót na właściwą drogę!


  1. Wybacz sobie. Przeszłość zostaw w przeszłości
  2. Pozwól sobie popełniać błędy ale bądź dla siebie rygorystyczna. Ciągłe ustępowanie swoim słabościom jest ryzykowne.
  3. Zapisuj to co jesz. Rób zdjęcia i wstawiaj je na instagrama lub tublr'a. Nawet bardziej kalorycznym posiłkom.
  4. Zrób listę/ tablicę wszystkich powodów, dla których warto walczyć o swoj cel oraz pomocne notatki. Porozwieszaj je wszędzie tam gdzie możesz je zobaczyć.
  5. Pozytywne i efektywne myślenie powinno zawrócić Cię ze złej drogi. Skup się na pozytywach i odganiaj od siebie złe myśli.
  6. Uzupełniaj swoje zasoby magazynów motywujących do utrzymania diety. Zapisuj to co Cie inspiruje. Jeśli chcesz wyglądać jak w swoich marzeniach skup na tym swoje emocje, ćwicz!
  7. Jeśli masz ochotę się poddać, zrób coś łatwego i przyjemnego- tańcz, rób zdjęcia, pisz, ucz się. Poświęć temu minimum 20 min.
  8. Pij więcej wody.
  9. Ćwicz to co lubisz. Biegaj, idź na spacer, idź na rower.
  10. Przypomnij sobie jakie są zalety Twoich odpowiednich nawyków. Krótka droga od poczucia się lepiej do wyglądania lepiej!!!\

środa, 7 stycznia 2015

Jak się nie poddawać?

Witajcie,

Pisałam Wam niedawno, że od stycznia zaczynam praktyki w laboratorium pewnego koncernu farmaceutycznego. Ponadto, zostały mi do dokończenia badania w laboratorium na uczelni.
W mojej głowie na początku wszystko wyglądało świetnie: przebiedzę się przez styczeń, a potem będę mogła skupić się spokojnie na najważniejszych sprawach- pisanie magisterki i składanie dokumentów na uczelnię.

Dziś przyszło mi pierwszy raz udać się do owego koncernu. Miejscowość oddalona od mojego ukochanego miasta o ok.30 km. Autobusy jeżdżą tam jak na lekarstwo. Muszę wstawać o 6 żeby wyrobić się na 9. Wracam do domu o 17. Marnuje sporo czasu na dojazdy, a jak na złość pizga teraz śniegiem i mrozem w twarz... i przekonałam się, że to co w głowie wydaje się być takie proste, wcale takie nie jest. Już naszły mnie myśli żeby rezygnować.  Naprawdę, już jedną stopą byłam prawie poza bramą...

Powiedziałam sobie jednak stanowcze i jednoznaczne "NIE! podjęłaś decyzję to musisz się jej konsekwentnie trzymać".
Jakiś czas temu wyszłam bowiem z założenia, że to co nam przynosi los, to jakie daje nam możliwości dzieje się z konkretnego powodu. Pomimo, że coś mi się wydawało złe, nie do przejścia, w końcu obracało się w pozytywne skutki. Jeśli nie od razu to po pewnym czasie, ale zawsze.

Jeśli nie oglądaliście, polecam film: "zawsze na tak" z Jimem Carrey'em. Właśnie dzięki niemu, zmieniłam trochę swoje nastawienie do otaczającego mnie świata.

Ponadto, pomyślcie, czy ta "chwila" udręki, która Was aktualnie czeka, jest w stanie Wam później dać jakieś korzyści? czy dzięki temu wyrzeczeniu/ trudności, zmieniacie się na lepsze, rozwijacie się, walczycie o swoją przyszłość? Jeśli choć malutka część Ciebie mówi "tak", to dobrze robisz... Nie rezygnuj tylko walcz o swoją przyszłość.

o czym myśleć, żeby się zmotywować?

1. DUMA- tak, to chyba jeden z najważniejszych czynników. Nikt mi nie powie, że nie lubi czuć dumy. A jeśli dumę okazują jeszcze najbliżsi, to już eureka!

2. Wspomnienie starych porażek- zawsze, kiedy przypominam sobie stracone przez własną głupotę szanse, włos staje mi na głowie. Jak mogłam do tego dopuścić? Dlatego teraz, mimo tych wszystkich trudności jakie widzę przed sobą ( lub jakie sama sobie wymyślam) odsuwam na bok i skupiam się na tym, że za jakiś czas, nie powiem sobie "znów spieprzyłaś" tylko "świetnie Ci poszło".

3. Odliczanie dni w kalendarzu: Skreślam sobie krzyżykiem zaliczony dzień, na telefonie ustawiam buźki... grunt to widzieć postępy i upływający czas. Zawsze łatwiej się wstaje z myślą : " jeszcze 13 (12, 11...) dni do końca :)

4. Myślenie o przyszłości: po co postawiłaś/eś sobie ten cel? Co chcesz osiągnąć? Czeka na Ciebie lepsza praca? piękne wysportowane ciało? szczęślwy związek? samozadowolenie? Nieważne co pchnęło Cię do podjęcia decyzji, ważne do czego ona prowadzi, Wyobrażaj sobie pozytywne skutki swoich działań! (odsyłam do książki "Alchemik" Paolo Coelho)

5. Narcyzm- tak, wiem... Niezbyt dobra cecha. Pomyśl jednak, będziesz kiedyś komuś doradzać co ma zrobić w danej sytuacji (bo przecież komuś doradza się łatwiej niż sobie ;p), ale masz do tego prawo, jeśli wiesz co mówisz. Nikt nie będzie mógł Ci odpowiedzieć: " sam nawaliłeś, więc mnie nie pouczaj".

6. Czytanie motywujących cytatów. Można tego mnóstwo znaleźć w internecie. Niedługo również na tym blogu. Cytat, który mi znacznie poprawia zawsze nastrój i motywację: " Nie rezygnuj z celu bo wymaga czasu. Czas i tak upłynie" 

7. Pamiętaj że to stan przejściowy- Wszystko, prędzej czy później się kończy. Wszystko. Trudności też :)

8. Myśl pozytywnie: Wiem, czasami się łatwiej mówi niż robi, ale mi bardzo pomaga w tym Słoik szczęścia (wpis poprzedni). Każdego dnia, mogę znaleźć coś pozytywnego, z czego należy się cieszyć. To pomaga przetrwać :)


Nie wiem czy komuś tym wpisem pomogę. Mam nadzieję, że tak. Sobie pomogłam :))

Buziaki i proszę o sugestie (czego szukacie w necie i nie możecie znaleźć odpowiedzi? )


sobota, 3 stycznia 2015

Słoik szczęścia- propozycja na rok 2015

Moi drodzy ;)

Jest coś nad czym długo się zastanawiałam, długo planowałam i żyłam z zamiarem wcielenia tego pomysłu w życie, ale zawsze coś wyskoczyło, się nie chciało, na koniec roku nie warto zaczynać itd.

Chodzi mi o Słoik szczęścia... Pewnie każdy z Was słyszał o tym sposobie zatrzymywania najlepszych chwil każdego dnia, ale czy ktoś próbował?

Jeśli nie, zapraszam do podjęcia się tego "zadania" w roku 2015! :D

Cała filozofia polega na znalezieniu sobie słoika, dość dużego (można go sobie ładnie ozdobić), ja narazie zakosiłam mamie z piwnicy słoik po brzoskwiniach w syropie, do strojenia go, przystąpie innym razem.
Każdego dnia, bez względu na to co się w nim działo, trzeba poszukać najlepszego w nim momentu, który poprawił nam chociaż odrobinę nastrój i zapisać go na karteczce, następnie karteczkę złożyć i wrzucić do skarbonki pozytywnych myśli :D
Gotowe!

Za 365 dni, słoik otworzyć, wysypać wszystko i czytać...
Ciekawa jestem jakie myśli będą nam towarzyszyły podczas przypominania sobie tego...

To jak? Próbujemy???

Zacznijmy ten rok pozytywnie!


sobota, 8 listopada 2014

Jak bieganie kształtuje charakter?

Witajcie moi drodzy.


Trafiłam na bardzo fajny artykuł. Tym razem również o bieganiu i o jego wpływie na nasz charakter.
Zachęcam Was do przeczytania go i może przekonania się wreszcie do biegania- dla tych, którzy jeszcze biją się z myślami "czy warto?", oraz dla tych którzy biegają ale mają chwile zwątpienia, żeby jednak się zmotywowali.



Oto i on:

"Dzięki regularnemu bieganiu kształtujemy te cechy charakteru, które są potrzebne również w innych dziedzinach życia. Nie ma znaczenia czy trenujesz sprinty, czy bieganie długodystansowe, jeśli angażujesz się w to całym sobą, to na pewno zauważysz korzyści w kształtowaniu silnego i odpornego na porażki charakteru. Lekcja samodyscypliny, pokory, rozsądku i pokonywania własnej słabości to codzienność sportowców.
Wielu biegaczy, również amatorów, potwierdza, że bieganie ukształtowało ich charakter. Dzięki treningowi są bardziej odporni na porażki, potrafią podejmować wyzwania, mają więcej odwagi i chęci do działania, a przede wszystkim zaakceptowali swoje ciało. Setki kilometrów spędzonych na  ścieżkach, wiele stresujących zawodów, niespodziewane sytuacje na trasie i wszechobecna samotność to chleb powszedni biegaczy, szczególnie długodystansowych.
Jeśli więc dbanie o kondycję i sylwetkę nie jest dla kogoś wystarczającym powodem do regularnego biegania, to kształtowanie charakeru z pewnością będzie! Poznaj cechy charakteru, które trenujesz wraz z przebiegniętymi kilometrami.

Samodyscyplina    

Każdy sport wymaga wielu wyrzeczeń i poświęceń. Podobnie jest w bieganiu. Ciężko palić papierosy, nadużywać alkoholu i śmieciowego jedzenia, kiedy systematycznie biegamy. Jeszcze ciężej jest to wszystko rzucić, jeśli składało się to na nasz styl życia. Tutaj samodyscyplina to mało powiedziane, potrzebny jest upór i konsekwencja.
Dyscypliny uczy nas także regularny trening, który sami wcześniej ustalimy, bądź realizacja planu treningowego. Niełatwo jest wyjść na przebieżkę, kiedy za oknem pada deszcz i temperatura spada do zera. Ciężko jest też podnieść się z łóżka, gdy za oknem jeszcze ciemno, a wszyscy domownicy smacznie śpią. Są chwile zmęczenia i po prostu zwykłego "niechcenia", bardzo często taka walka z własnymi słabosciami trwa codziennie, więc samodyscypliny uczymy się każdego dnia.

Pewność siebie

Nie bez przyczyny sportowcy od wieków uważani są za atrakcyjnych fizycznie. Umięśnione i sprawne ciało działa jak magnez na płeć przeciwną. Sportowa postura kojarzy się ze zdrowiem i długowiecznością. Bieganie bardzo pomaga w zrzuceniu zbędnych kilogramów, a dodatkowe treningi uzupełniające kształtują sylwetkę. Poprawa walorów fizycznych zwiększa poczucie własnej  atrakcyjności. Pewność siebie to nie tyko akceptacja swojego wyglądu, to także zadowolenie ze swoich osiągnięć, świadomość własnej wartości i wpływu na swoje życie. Biegając, zwiększamy poczucie własnej skuteczności. Przekonujemy się, że wyniki zależą tylko od nas i naszego zaangażowania. Czujemy się silniejsi, odpowiedzialni za swój wygląd i dokonania. To wszystko sprawia, że nasza pewność siebie wzrasta.

Radość

Największą, psychologiczną zaletą aktywności fizycznej jest zwiększenie poczucia szczęścia i spełnienia. Długotrwały, intensywny wysiłek fizyczny sprawia, że organizm wydziela endorfiny, czyli hormony szczęścia. Odpowiedzialne są one za poprawę humoru, zwiększenie energii i chęci do życia. Dzięki endorfinom eliminujemy napięcie, zmęczenie, apatię oraz negatywne myśli. To właśnie z tego powodu wielu biegaczy po treningu czuje się jak pod wpływem narkotyków. Stworzono nawet specjalne pojęcie, określające ten stan jako "Euforię biegacza". Endorfiny oprócz właściwości poprawiających nastrój, zwiąkszają także odporność na ból i zmęczenie. Warto więc się napocić, by poczuć ten fascynujący stan.

Samoświadomość

Każdy zaczynając przygodę ze sportem, popełnia błędy i porażki. Na podstawie doświadczeń uczy się, jak lepiej biegać, co trzeba dopracować i z czego zrezygnować. Obserwując reakcje swojego organizmu, eksperymentujemy z dietą, długością i intensywnością wybiegań, regeneracją. Na podstawie błędów uczymy się, jakie posiłki są najlepsze przed treningiem, co jeść w trakcie biegu i kiedy należy odpocząć, by nie nabawić się kontuzji. Regularnie trenując, poznajemy lepiej nasze ciało. Dużo wiedzy przyswajamy także czytając artykuły, książki i gazety specjalistyczne. Tej wiedzy nie zdobylibyśmy, gdyby nie pełne skupienie na bieganiu.
Poznajemy samych siebie nie tylko pod względem fizycznym, ważnym aspektem korzyści z biegania jest również lepsza samoświadomość stanu umysłu. Na zawodach uczymy się panować nad stresem, wiemy, jak reagujemy na tego typu sytuacje i wypracowujemy szereg sposobów na pokonanie kryzysu. Uczymy się odwracać uwagę od bólu i zmęczenia.To wszystko sprawia, że lepiej kontrolujemy siebie i swoje reakcje na wiele sytuacji wykraczających poza sport.

Pokora i cierpliwość

Nic tak nie uczy pokory jak sport. Niestety nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli i czasem, nawet pomimo intensywnego treningu nie realizujemy ustalonego wcześniej celu startowego. Często przyczyną jest pogoda, kontuzja czy po prostu gorszy dzień. Wiele kwestii nie zależy od nas, czasem znajomi ze ścieżek biegowych biegają szybciej, pomimo że trenują mniej. Niektóre rzeczy musimy zaakceptować i nie zniechęcać się do dalszego działania. Tym samym kształtujemy także inną ważną cechę – cierpliwość. Efekty nie przychodzą od razu jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, czasami musimy trenować miesiącami, by urwać chociaż minutę podczas zawodów. Ten, kto nie ma cierpliwości, nie osiągnie w tym sporcie dużych sukcesów. Mozolny, długi i ciężki trening w każdych warunkach pogodowych, by być szybszym o kilka minut? To może zrealizować tylko osoba cierpliwa i wytrwała.
Wyróżnić można jeszcze wiele cech charakteru, które kształtujemy dzięki regularnemu bieganiu. Zazwyczaj są to cechy, które czynią nas silniejszymi również na innych płaszczyznach życia. Wola walki, determinacja, samozaparcie, upór i nieustępliwość, to wszystko składa się na typowy charakter biegacza. Na każdym treningu, niezależnie czy jest to długie wybieganie, interwały, czy bieg regeneracyjny, zawsze pracujemy nie tylko nad lepszą kondycją fizyczną, ale również nad naszym umysłem. Zmiany te zachodzą w podświadomości i często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo kształtują nasz charakter. Niełatwo jest być biegaczem, ale niełatwo jest też biegacza pokonać, bo ma siłę nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim siłę psychiczną!"
Daje do myślenia?
Mnie tak. Chyba wrócę do regularnego biegania... Ostatnio mam wahania nastrojów i potrzebuję czegoś co niezależnie od reszty, poprawiłoby mi humor ;)
Wy macie jakieś sprawdzone sposoby? Zapraszam do komentowania.

piątek, 24 października 2014

Kobieta biegająca- kobieta silna!

witajcie!
chciałabym się dziś podzielić z Wami artykułem, który sam w sobie motywuje do biegania/działania. Nie pozostaje nic więcej do dodania.Przeczytajcie i zmotywujcie się tak jak ja!
P.S- ponoć mężczyznom w biegaczkach najbardziej podoba się tyłek ;P
"Kobiety uprawiające sport mają w sobie coś niewytłumaczalnego. Ich siła i determinacja miesza się z delikatnością i wewnętrznym uśmiechem emanującym na zewnątrz nutą niedopowiedzenia. To połączenie wręcz magiczne. Wyprostowane plecy, konkretny krok i przeszywający wzrok. Mijane na ulicy przyciągają męskie spojrzenia. Pewność siebie.
Wybiegając jeszcze przed wschodem słońca spotykam pierwsze biegaczki. Tak, można policzyć je na palcach jednej ręki, ale najważniejsze jest to, że są. Zresztą o tej porze i mężczyzn widuję kilku. Ta pora ma w sobie coś niesamowitego – tylko nieliczni odważą się nastawić budzik na piątą rano i gdy tylko usłyszą jego dźwięk, grzecznie otworzą oczy, spuszczą nogi na podłogę, zapalą lampkę i udadzą się do kuchni, aby wstawić wodę na kawę. Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, aby w trwającą noc wyjść na zewnątrz i zmusić wołające jeszcze o chwilę snu ciało – do biegu.
Gdy przychodzi wieczór, gdy człowiek zmęczony jest pędem dnia codziennego, a powietrze ochładza świecący już nad głowami księżyc – one wyruszają przed siebie. Organizacja w stu procentach, wszystko zaplanowane w szczegółach, tak aby życie rodzinne nie ucierpiało na pasji, aby nie trzeba było wybierać między dobrym, a lepszym. Kobieta spełniona, to kobieta szczęśliwa. Żadnej pracy się nie boi, ale pod warunkiem, że znajdzie chwilę dla siebie, swój mały skrawek…
Tak, wiem – tu płeć nie ma znaczenia, ale kobiety szczególnie pragną pogodzić wiele ról życiowych na raz. Chcą być przykładnymi żonami, matkami, koleżankami, pracownicami, chcą zmieścić wszystko w jednym dniu, a przecież niejednokrotnie nie mają już siły.
Skąd zatem ją biorą?
  • Czy to perfekcja, uporządkowanie, dyscyplina wypracowana przez doświadczenia życia?
  • Czy może marzenie o uczuciu wolności, które pozwala odciąć się od wszystkich wymagań i ograniczeń zrzucanych na nasze barki?
  • Czy może chęć poznawania siebie?
Skomplikowana natura kobieca wymaga ciągłej uwagi. Wymaga stawiania pytań, ale i odnajdywania na nie odpowiedzi. Nie ma miejsca na niedomówienia. Stała analiza. Regularne i nieustanne procesy myślowe, tworzenie wielu scenariuszy tej samej sytuacji, przeżywanie jej, gdy ta nie miała jeszcze szansy się zdarzyć. Szukanie plusów, za chwilę minusów, na okrągło.
Bieganie to Ja, to moje życie i wszystko, co dzieje się w trakcie pokonywania kolejnych kilometrów, to najpiękniejsza nauka – o mnie samej.
(...) Z drugiej strony czułam, że przecież nic złego nie robię, może nie walczę o zwycięstwo, ale biegnę, a przy tym świetnie się bawię. Ja tym żyję, sprawia mi to masę radości i choć niejednokrotnie umęczona jestem ciężkim treningiem, nie mam sił i walczę z tym, aby się zmobilizować, przemóc i wyjść w śnieżycę pobiegać, to ja to po prostu kocham. To, co dzieje się ze mną po biegu, a już niejednokrotnie w jego trakcie – to coś ponad zwykłą satysfakcję. Uwielbiam zatracać się w myślach i orientować się po kilku kilometrach, że przecież ja biegnę. Uwielbiam śpiewać po trasie, oglądać życie dookoła mnie, słuchać ptaków, czuć wiatr czy deszcz na skórze, gdy tak sobie biegnę przed siebie. Uwielbiam poranek i rosę na trawie i życie dopiero co się budzące, a i kolorowe światła mostów odbijające się na Wiśle, które z podświetlonym mostem Świętokrzyskim, Stadionem Narodowym i szpalerem aut jadących Wisłostradą – tworzą cudny witraż bijący po oczach, gdy tak truchtam nocą pod rozgwieżdżonym niebem. Uwielbiam też zmiany pór roku i ten kontakt z naturą i czymś transcendentnym. Ja już nie potrafię żyć bez biegania.
I to jest piękne.
Dla mnie jest... (…)
Prawda jest jednak taka, że bieganie to także niemoc.
Nie ma tematów tabu, nie ma samych ochów i achów, a są też ciężkie chwile walki. Kobieta biegająca to nie tylko zwiewna sarna, która przeskakuje z nogi na nogę i bawi się w grę pod tytułem bieganie. Traktujemy ten sport tak samo poważnie jak mężczyźni i choć nasze warunki nigdy nie pozwolą nam dorównać panom, to w swojej kategorii walczymy równie zawzięcie i wkładamy tak samo dużo pracy i zaangażowania.
Prawdą jest jednak to, że kobieta to kobieta. Brzmi to prosto, infantylnie i banalnie, ale nasza natura jest pełna chwiejności, pełna odmętów i otchłani myśli, które w przeciągu kilku chwil sprawiają, że z radości i eksplozji śmiechu - popadamy w złość, smutek czy płacz. Ta natura odbija się w naszym bieganiu. Wiele siły wymaga, abyśmy wytoczyły walkę tym sprzecznościom. Tak - my także czujemy, że dzieje się z nami coś niewytłumaczalnego. Musimy przezwyciężyć całą masę ciągnących nas w dół emocji, zakasać rękawy i wyjść na pole boju.
I wychodzimy, bo bieganie to najlepsza przyjaciółka. Wysłucha, odpowie, znajdzie sposób, rozwiązanie – jedno, drugie, piąte. Jest z nami zawsze - towarzyszy nam w euforii, gdy mamy dobry dzień, trwa przy nas, gdy zalewamy się łzami. Po prostu jest.
Oczyszcza nasze głowy, otwiera umysły i ładuje akumulatory, nawet gdy pozornie mamy wrażenie beznadziejności i bezsensowności otaczającego nas świata. Wyciąga rękę, mocno chwyta i karze biec. Nakazuje wyjść z domu niezależnie od stanu psychicznego czy fizycznego i stawić czoła problemom. Niejednokrotnie zmiesza z błotem, wykręci nogi i spuści całkowitą parę z ciała. Odbierze siły, aby za chwilę pokazać, że damy radę podnieść nogę i postawić kolejny krok. Zna nas na wylot.
Znajdujemy tę resztkę nadziei, to tlące się światełko, w które chuchamy i dmuchamy, aby podtrzymać ogień. Mamy silną psychikę. Nakładamy buty i choć ciało zdaje się wrzeszczeć i tupać nogami, że nie chce, że nie dziś, że wszystko mnie boli, a głowa buntuje się i jest najgorszym wrogiem obrzucającym nas epitetami – to idziemy, to biegniemy. Wyrzucamy frustracje, pędzimy, jakbyśmy były na wojnie, a nasze myśli jak karabin maszynowy, strzelają niekończącą się amunicją…. I biegniemy.
Nie wiem, jak mężczyźni komunikują się z własnym ciałem, ale kobieta doskonale wyczuwa każdy przepływ hormonów. Jest idealnie nakręconym zegarkiem, który dostraja się do indywidualnego rytmu każdej biegaczki. Co miesiąc wręcz z chirurgiczną dokładnością przechodzimy przez powtarzające się cykle stanów emocjonalnych. Musimy z nimi żyć.
Płeć piękna nadal jednak uznawana jest za słabszą, ale czy słusznie?"

poniedziałek, 13 października 2014

Jak być idealną kobietą?

Nie wiem jak Wy, ale ja często zadawałam sobie to pytanie. Jak dziś o tym myślę, pewnie było to spowodowane kilkoma aspektami.
Po pierwsze, dłuuugo byłam sama. Właściwie od roku jestem z kimś na poważnie. Czułam się niedowartościowana na tle koleżanek, które co chwilę się z kimś umawiały.
Po drugie: byłam gruba. Od szkoły podstawowej do 20 roku życia. Po prostu nie miałam szans na podniesienie własnej wartości.
Po trzecie: mania perfekcji. Od kiedy rozpoczęłam edukację, zarówno moi rodzice jak i szkoła, kładli duży nacisk na naukę i dobre oceny. Później sama przejęłam tę cechę i zaczęłam rywalizować z innymi uczniami. Chciałam być najlepsza we wszystkim. ( nie byłam przy tym wredna)
No i po czwarte: media przedstawiają nam obraz perfekcyjnej kobiety, zawsze dobrze ubranej, umalowanej, uśmiechniętej. Nie mamy prawa do płaczu, złości, rzucania talerzami itd.
Czytałam sporo forów, artykułów, gdzie myślą przewodnią było: jak być idealną kobietą?
Szczerze? Nic z tego nie pamiętam, ale na własnym doświadczeniu zauważyłam kilka rzeczy:

  1. Kobieta zadbana zawsze będzie zwracać uwagę (pozytywną). I pisząc „zadbana” nie mam na myśli makijażu jak do teledysków Kryśki czy Lady Gagi. Delikatny, subtelny makijaż, który podkreśla urodę, ale nie sprawia wrażenia maski. Zasada: kosmetyki na twarzy mogą być, ale najlepiej żeby mężczyzna się nie zorientował, że tam są.
  2. Włosy: najlepiej dłuższe, lekko pofalowane, błyszczące, rozpuszczone, albo ładnie upięte (odsłaniając kark). Dobrze kiedy delikatnie pachną.
  3. Ubiór: prawda jest taka że o gustach się nie dyskutuje, a ile ludzi tyle opinii, ale króluje jedna prosta zasada: im bardziej kobieco tym lepiej. (kobieco, nie znaczy nago!)
    najlepszy komplet to oczywiście sukienka zaznaczająca talię i buty na obcasie, ale prawda jest taka, że kobieta wygląda pięknie w tym, w czym czuje się pięknie, więc ubierajcie się schludnie, wygodnie, a na pewno zrobicie dobre wrażenie.
  4. Dłonie i paznokcie: skórki i paznokcie niepoobgryzane ( do dziś mam problem ze skórkami :( ), paznokcie najlepiej pomalowane na delikatny kolor, od święta sprawdzi się czerwony bądź inny bardziej widoczny. ( im mniej kosmetyków koloryzujących nakładacie na siebie na co dzień, tym bardziej zauważalny będzie makijaż odświętny, a mężczyzna doceni, że stroicie się dla niego)
  5. Depilacja: stosować! Nie znacie dnia, ani godziny. I nie chodzi mi tu o seks. Bynajmniej. Miałam kiedyś nieszczęście nie zastosować się do tej rady i wylądowałam w szpitalu, a przystojny pielęgniarz, który zakładał mi gips na nogę musiał najpierw głaskać kudły na łydkach … uczcie się na moich błędach.
  6. Charakter: Najważniejszą i najseksowniejszą cechą u kobiety jest pewność siebie. Wtedy wiadomo, że czuje się w swojej skórze dobrze. Po drugie, poczucie humoru. Zdolność żartowania samej z siebie świadczy o dystansie i inteligencji. ( Tylko z tym żartowaniem też trzeba znać umiar, żeby się nie ośmieszyć i nie pozwolić mężczyźnie na zbyt poufałe stosunki.
    Hobby! Same pomyślcie. Wolałybyście faceta, który ma pasje, wie czego chce i nie nudzi się sam ze sobą, czy takiego co ciągle wisi Wam nad głową i marudzi, żebyście się nim zajęły? No właśnie...
    Zdrowe podejście do życia. Nie popadajmy w skrajności. Ani zbytnie luzaczki, ani perfekcjonistki nie są zbyt pociągającą opcją. Facet chce porozmawiać na poważny temat, ale wszystko obracasz w żart? Niedobrze. Chce zabrać Cię na spontaniczny wypad, ale nie możesz bo musisz spełnić swój plan dnia/ weekendu, w którym masz zaplanowane czynności co do godziny? Jeszcze gorzej.
  7. Najważniejsza rada, którą mogę z całą pewnością tu przytoczyć i wziąć za nią odpowiedzialność: Traktujcie drugą osobę, tak jak same chciałybyście być traktowane. Ja dostaję kwiatka od swojego mężczyzny to daję mu np. puszkę brzoskwiń. ( wiem, wiem. Nic wymyślnego, ale on bardzo lubi brzoskwinie w syropie.) Nie piszę tu tylko o dawaniu prezentów. O zachowaniach też. Nie róbcie mu awantury o byle g****, śmiejcie się, wygłupiajcie razem.
    P.S- jeśli mimo że Wy się staracie, ktoś ma was gdzieś- odpuśćcie. Będzie lepszy. Zasługujemy wszyscy na szczęście a nie męczenie się.


P.S- wpis pół żartem, pół serio. Proszę o potraktowanie rad z dystansem... ( też do siebie )





Bądź zmotywowana, nie zdesperowana!

10 prostych rad jak zaakceptować siebie i z takim poczuciem dążyć do doskonałości:


  1. Doceń wszystko to co może robić Twoje ciało- niektórzy nie mają takiego szczęścia.
  2. Zrób listę 10 rzeczy które w sobie lubisz, ale które nie są związane tylko z ciałem.
  3. Zapamiętaj że prawdziwe piękno to nie piękne ciało tylko piękny umysł, więc dbaj o niego. Czytaj, ucz się, rozwijaj swoje pasje.
  4. Zawsze patrz na siebie, jako całość. Nie zwracaj uwagi na poszczególne mankamenty i nie skupiaj się na nich.
  5. Otaczaj się pozytywnymi i szczerymi ludźmi, przy których dobrze się czujesz.
  6. Każ się zamknąć temu głosowi w Twojej głowie, który mówi Ci, że jesteś niewystarczająco dobra, piękna, miła, mądra itd. Jesteś taka! I będziesz coraz lepsza bo życie uczy każdego, a Kobiety są jak wino- im starsze, tym lepsze.
  7. Ubieraj się w coś co sprawi, że poczujesz się pięknie i wygodnie. To nie musi być drogi, markowy ciuch. Ważne żeby Tobie się podobało.
  8. Stań się krytyczna wobec mediów. To co pokazują nam gazety i telewizja to przeważnie podrasowane osoby i sytuacje. Nie zwracaj na to aż takiej uwagi!
  9. Zrób coś miłego dla siebie. Wieczór spa, czytanie książki pod kocem, dobry film... Masz się zrelaksować.
  10. Czas i energię, którą tracisz na liczenie kalorii i martwienie się o jedzenie przeznacz na pomaganie innym. I najważniejsze: UŚMIECHNIJ SIĘ!

niedziela, 12 października 2014

Projekt dieta: dzień 0.

Niedziela, pobyt w domu, to nie najlepszy okres żeby schudnąć, ale jakoś starałam się trzymać diety.
Wiem, że takie wymówki jak dzień tygodnia nie mają prawa bytu, jednak szczerze powiem- mam osłabioną wolę w weekendy..

Niżej zamieszczam spis moich dzisiejszych posiłków.
Nie jest idealnie, ale się starałam.
Od jutra zaczynam prawdziwy projekt dieta.


[ wiadomo, pewnie projekt wzbudzi wiele kontrowersji, niechęci i innego rodzaju negatywnych emocji, ale zaznaczam: NIE zachęcam do stosowania takich diet, modyfikacji żywieniowych na dłuższy okres, osobom z zaburzeniami odżywiania, matkom karmiącym, wszelkiego rodzaju osobom o nieodpowiednim podejściu do diet. Chcę jedynie pokazać jakie są skutki tygodniowego eksperymentu, czego się można spodziewać. Mnie osobiście czegoś takiego w internecie brakowało]

Założenia diety tygodniowej :

maksymalna podaż węglowodanów: 50g
maksymalna ilość kalorii: 950
trening: min 4x w tygodniu

Stay fit&healthy&motivated


sobota, 11 października 2014

Jak szybko schudnąć? Projekt (tydzień)

Jak miałam kilkanaście kg nadwagi, codziennie spędzałam kilka godzin na szukaniu w internecie sposobów na szybkie schudnięcie:
" 10 kg w dwa tygodnie"
" dwa kg w jeden dzień"
itd. Oczywiście, robiłam to ze świadomością, że porady które znajdę nie będą zdrowe, ani przyjemne.
Jak się jednak okazywało, to co znajdowałam, nie spełniało moich oczekiwań ani nie zaspokajało mojej ciekawości.
Jedyne odpowiedzi jakie dostałam to typowe: "utnij sobie nogę, albo mózg", " ćwicz brzuszki, jedz dużo owoców". Ludzie którzy to pisali byli albo bardzo złośliwi, albo posiadali niewielką wiedzę w kwestii odchudzania, bo owszem, schudnąć jedząc owoce można, ale max 2 kg tygodniowo, a nie o to mi chodziło.

Pamiętam, że swoją drogę przez odchudzającą mękę, zaczynałam od diety Kopenhaskiej i byłam z niej bardzo zadowolona, ale wszyscy doskonale wiemy, że im więcej kilogramów do stracenia, tym szybciej one spadają. Pora spróbować czegoś na podobnych zasadach i sprawdzić jak to zadziała po długotrwałym utrzymywaniu raczej stabilnej wagi ( wahania w granicach 2 kg) i tylko 10 kg do stracenia. Te 10 kg to oczywiście moja granica dobrego samopoczucia, bo wagę już mam jako tako w granicach normy.

Jako, że jestem studentką i mój budżet nie pozwala na serwowanie sobie jakiś wymyślnych dań, albo  odżywianie się tak dużą ilością jajek, postaram się, żeby moje posiłki były w miarę urozmaicone, proste w przygotowaniu i smaczne, dodatkowo kalorycznie oscylowały w granicach tych posiłków wykorzystywanych na wyżej wspomnianej diecie.

Mój start:

75 kg
talia: 72
biodra: 100
udo: 59
łydka: 36

Codziennie przez tydzień będę dodawać jadłospis, trening i relacje z samopoczucia i wagi.
Zapraszam do obserwowania!

Pokonajmy zastój!


Translate