Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczucia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczucia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

Dlaczego związki bywają chujowe?

"Koleżanka weszła do garażu podziemnego. Dla porządku dodajmy, że jechała do kina. Tak, mogła jechać do kina. I miała na sobie spodnie, bo zawsze ma na sobie spodnie. Uważa, że jej nogi dobrze wyglądają tylko w spodniach. Czy to prawda? To nieistotne. Dla kobiet nie liczy się prawda, liczy się to, w co wierzą.
Sąsiad wyminął ją z prawej strony. Szedł szybko.  W jednej ręce trzymał czteropak piwa. Tulił je do siebie. W drugiej miał kluczyki do samochodu. Otworzył duże kanciaste BMW. Kurtkę wrzucił na tylne siedzenie. Wsiadł na siedzenie kierowcy. Odetchnął głęboko. Z ulgą. Włączył radio. Cicho. Tak, aby za bardzo nie przeszkadzało i tak, aby coś jednak szumiało. Siedzenie pokryte skórzaną tapicerką odchylił do pozycji półleżącej.
Otworzył puszkę piwa. Zamknął oczy.
 co poszło nie tak?
Wybierasz osoby, które cię nie szanują
Jeśli facet mówi: „nie jestem gotowy, to nie jest dobry czas, ale oczywiście kocham cię szaleńczo”, to znaczy, że cię nie chce. Co, jednak, robi nieprzygotowana kobieta w takiej sytuacji? Usprawiedliwia go.
Kobiety są mistrzyniami w opracowywaniu wymówek dla chujowych zachowań mężczyzn, z którymi chcą być. Jeśli spotykasz się z zajętym facetem i on mówi, że lada chwila odejdzie od tamtej, to oznacza, że spotykasz się z oszustem, patologicznym kłamcą, który chce cię tylko regularnie dymać. Jeśli druga osoba traktuje cię jak gówno, to nie jest to żadna gra, ani nie przechodzicie w związku ciężkich momentów, tylko po prostu jej nie zależy. 
Jeśli spotykasz się z osobą, która cię zdradziła raz i drugi, to zdradzi i kolejny. Wiesz dlaczego? Bo już wie, że ma taką możliwość.
Jesteś narcyzem, albo jesteś z narcyzem
 Narcyz to ktoś, kto chce się podobać wszystkim, a nie podoba się samemu sobie. To częste w naszych czasach, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. Takie osoby żyją swoim wizerunkiem. Są wiecznie niezadowolone ze swoich osiągnieć. Nie czują spokoju. Nie czują szczęścia. Zawsze i we wszystkim muszą być najlepsze. 
Mamy na rynku facetów, którzy wychowali się w latach 90.  Kiedy ich ojcowie budowali z drutu i karton- gipsu, oni byli wychowywani przez matki i babki. A matka, owszem, obiad ugotuje, ale nie wytłumaczy młodemu chłopakowi, co to właściwie znaczy być mężczyzną. Nie zrobią tego nauczycielki w szkole, ani katecheta. Mamy na rynku kobiety, które przez całe dzieciństwo musiały udowadniać rodzicom, że są wystarczająco dobre. Że są ładne, że są mądre. Nie dostawały od nich akceptacji. Czuły, że muszą na wszystko zasłużyć.
Ta niepewność mężczyzny – narcyza i kobiety – narcyza przekłada się na związki.
Narcyz myśli tak: jeśli ktoś mnie kocha to znaczy, że jest głupi, przecież wiem, że jestem beznadziejny/ beznadziejna i na nic fajnego nie zasługuję. Gardzę ludźmi, którzy mnie cenią. Ale skoro ktoś wpadł na taki głupi pomysł, że mnie lubi, to mu dopierdolę.
Narcyz nie potrafi się zaangażować, bo i tak uważa, że nic z tego związku nie będzie. Partnera/ partnerkę wybiera dla jego wizerunku. Często nawet będąc w związku flirtuje z innymi lub puszcza się na boki.
W sumie liczą się tylko emocje. Trzeba mieć defekt mózgu, żeby czerpać radość z kawy z cynamonem pitej z ulubionego kubka. Codzienność jest dobijająca. Życie jest dramatycznie nudne. A skoro brakuje mi emocji, to szukam ich na boku.”
Jeśli ktoś nie lubi siebie, to nie stworzy dobrego związku.
Nie wiesz, że aby być z kimś trzeba być szczerym. Względem siebie, a później względem tej osoby.
Na czym polega szczerość opowiem na przykładzie kumpla, który udał się na zakupy do Biedronki.
Stał sobie w kolejce, przed nim starsza kobieta kładzie na taśmę winogrona. Kasjer koło 40 – tki, łysy i  mówi:
– Ooo, winne grona. Od tego w końcu pochodzi nazwa winogron! Dziękuję bardzo szanownej pani, że zdecydowała się pani na zakupy w naszym sklepie. W końcu to też z pani pieniędzy jest wypłacana moja pensja. Życzę miłego dnia.
Za starszą panią stał lump z butelką jabola w garści. Popatrzył na kasjera i wycedził:
– A ty cały czas tu?
– Muszę tu siedzieć i chuj. Jakbym mógł to bym dawno spierdolił – odpowiedział kasjer, ze zmarnowaną miną.
I na tym polega różnica między szczerością, a pozorami w związku. Dusisz w sobie różne rzeczy w obawie, że druga osoba cię odrzuci. Nie mówisz o swoich pragnieniach, czasami nawet nie potrafisz ich nazwać. Tak naprawdę cały czas oszukujesz wszystkich dookoła. Twój świat to pozory. 
A później się dziwisz, że nie wyszło.
Koniec każdego związku widać czasami od razu na jego początku, tylko nikt nie patrzy. Bo, na samym początku już czujemy różne rzeczy. I trzeba iść za swoją intuicją. Trzeba jasno komunikować drugiej osobie, jakie są nasze potrzeby, czego chcemy. W ten sposób ona też podejmuje decyzję, czy chce z nami być. Bo poznaje nas tak naprawę, a nie tylko wersję demo. 
xxx
Związek Martyny ostatecznie się rozpadł. To była jej decyzja.
Zaczęło mnie wkurwiać, że jak tylko przekracza próg mojego mieszkania to stoi za przeproszeniem z kutasem na wierzchu, czy ja mam ochotę, czy nie mam, a na koniec potrafił wypomnieć, że miałam więcej orgazmów niż on.
I jestem sama po ponad 3 latach. Co prawda z bulimią, z tym, że każdego dnia wieczorem rozbieram się i oglądam się w lustrze. Wchodzę na wagę i widzę, że przytyłam, ale chodzę na siłownię, zrobiłam przez kilka ostatnich miesięcy super tyłek, super nogi, więc powtarzam sobie, że jest ok. Chodzę do pracy, jednak umiem się uśmiechać i widzę, że tego „codziennego optymizmu” pozbawiał mnie on. Nie powiem, że już jestem szczęśliwa, że kompletnie nic nie czuję, ale wiem teraz na 100%, że to nigdy nie mogło się udać.” 
Dorosłość polega na zrozumieniu co jest naprawdę dla ciebie ważne. Dla ciebie. Najwyższy czas zacząć. Albo możesz dalej robić te same rzeczy oczekując, że tym razem przyniosą one całkiem inne rezultaty. " 

wtorek, 21 czerwca 2016

Dlaczego związki "zniewalają"?

Moi drodzy

Jeśli ktoś jeszcze to czyta- ze względu na moje nieczęste wpisy…

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Obejrzałam dziś odcinek pewnego jakże ciekawego serialu paradokumentalnego (jak to zwykli nazywać w reklamach). Może dla niektórych to powód do śmiechu. Owszem, wiele historii jest przerysowanych, pokazanych w maksymalnie absurdalny sposób. Jest rodzina, wszyscy się kłócą, krzyczą- nie ma rodziny. Warto jednak zwrócić uwagę, jak bliskie jest to realiom.
Wracając jednak do sedna sprawy- w dzisiejszym odcinku, głównymi bohaterami była trójka przyjaciół, z czego jeden z nich za cztery dni powinien brać ślub z ukochaną w pięknych okolicznościach przyrody jakie fundują Wyspy Kanaryjskie.
Te 4 dni powinny być wykorzystane przez przyszłego „szczęśliwego” [?] Pana Młodego na przygotowania do uroczystości- zarezerwowanie Sali, wybór garnituru itd. Co jednak robi nasz przerysowany bohater? Po całości idzie w tango.

I tu- zarówno serial, a właściwie ten odcinek oraz rozmowa z przyjaciółką skłoniły mnie do przemyśleń.
Dlaczego ludzie, przed ślubem zachowują się jak dzicz wypuszczona z klatki? Jakby miało się skończyć wszystko co dotychczas było dobre, a zacząć to czego się najbardziej obawiamy- kobieta z wałkami na głowie, w szlafroku i tłuczkiem w ręku czekająca aż jej pijany i już nie tak troskliwy mąż wróci do domu?
Przecież jakby nie było, małżonków wybieramy sobie sami. Decydujemy się na zawarcie związku małżeńskiego.
Zakładam, że jeśli ktoś decyduje się na taki krok to dlatego, że widzi w drugiej osobie przyjaciela, partnera, osobę przed którą nie musi nic ukrywać, której może się zwierzyć. Oczywiście nie musimy być zawsze z siebie zadowoleni i popierać wzajemnie tego co robimy, ale wzajemny szacunek wymaga szczerości i całkowitego zaangażowania i oddania się tej drugiej osobie, czyż nie?
Trzeba w związku, a nawet warto się kłócić, nie zgadzać ze sobą, ale wszystko co robimy ma być konstruktywne i rozwijające.
Dlatego też nie rozumiem, wieczorów kawalerskich czy panieńskich, na których przyszły małżonek korzysta z ostatnich chwil wolności [WTF?]. Jakby po ślubie mięli mu tę wolność zabrać siłą. Znam historie z pierwszej jak i drugiej ręki, gdzie przyszli małżonkowie zachowują się jak ludzie mało cywilizowani- rzucają się na wszystko co się rusza, tańczą na rurach, podrywają obcych ludzi, uprawiają seks ( bo co? Bo to takie ekscytujące?) Czy nie bardziej ekscytujące byłoby uprawiać seks na różne sposoby z jedną osobą? Dbać o to żeby jej zainteresowanie nie wygasło? Żeby związek kwitł i się rozwijał? Dbać o szczerość i konstruktywne uwagi? Większość ludzi nie podejmuje tego wyzwania. Uważają, że co raz zdobyte, na zawsze będzie ich więc mogą odpuszczać, olewać, dać odczuć że druga osoba czuje się niechciana i niekochana. Nie trzeba chodzić na radnki ( i randka to nie jest spotykanie się w domu przy pizzy i piwie, tylko wyjście gdzieś razem!)  Tak jest łatwiej, tak jest prościej, wygodniej. Dużo łatwiej jest zainteresować sobą nową osobę, która nie zna naszych wad. Możemy się kreować na kogoś kim chcielibyśmy być, ale jak długo? W końcu wychodzą na jaw nasze wady i słabości.
Czy nie lepiej spędzić życie z przyjacielem?
Nie wyobrażam sobie, jak związek bez szczerości mógłby funkcjonować? Jak może się sprawdzić relacja, w której zostało nadwyrężone zaufanie i nie dba się o jego odbudowanie.
Pewne zachowania są niedozwolone, gdy jesteśmy z kimś w bliskiej relacji. To nie podlega dyskusji. Jednakże, jak zostałam nauczona- najgorsza prawda jest lepsza niż kłamstwo, więc każdy błąd można wybaczyć jeśli skrucha jest szczera a chęć poprawy mocna. Kłamstwo jednak, tak jak zdrada jest oznaką tchórzostwa i braku szacunku. Robimy idiotę z kogoś, kto powinien być dla nas najważniejszy. Nikomu nie damy skrzywdzić tej osoby, ale sami sobie dajemy na to przyzwolenie. Czy to jest fair?
Przecież chcieliśmy się sobą opiekować...


Nadal zadaję sobie pytanie- dlaczego żeby poczuć wolność musisz być bez osoby którą kochasz? Czy z nią nie możesz się zabawić, pośmiać, zaszaleć? A może nie chodzi tylko o to. Może chcesz osiągnąć coś innego- wzbudzanie zazdrości, a może szukasz okazji to flirtu z innymi?
Jeśli tak, to wiedz, że coś jest nie tak.
Dlatego uważam, że jeśli się kogoś naprawdę kocha trzeba dać mu szansę, trzeba się starać, ale nie można pozwolić sobie na brak szacunku. Tak samo, jak ktoś mówi Ci że mu zależy, ale jednak odpuszcza mimo że zawinił- to widocznie mało mu zależy.
W szczególności piszę ten fragment dla kobiet. Milion razy powtarzam „ choćby mury srały a skały pękały, facet znajdzie sposób i czas żeby się z Tobą skontaktować”. Jak mu zależy to będzie wiedział co robić i nie zrezygnuje po jednej nieudanej próbie. Jak zawiódł na całej linii to zrobi wszystko żeby to odbudować- bo mu zależy! To jest mężczyzna. Jest zdobywcą. Więc jeżeli facet mówi, że nie wie co robić więc chyba się podda, to daj mu się poddać. On się nie podda jeśli uzna, że z Tobą właśnie chce spędzić życie. Odpuść. Widziałaś kiedyś, żeby klatka goniła mysz? Ja też nie…

Kierujmy się przy wyborze partnera tak, by chcieć się stawać dla niego lepszym człowiekiem, który budzi nasz szacunek, z kim chcemy się przyjaźnić i z kim umiemy być szczerzy do granic możliwości. Takich związków jest niestety coraz mniej, ale są możliwe.


poniedziałek, 7 marca 2016

Czego mężczyźni oczekują od kobiet i dlaczego kobiety rozumieją opacznie? I o tym jak wygląda miłość.

Wpis dedykowany głównie kobietom, ale mężczyznom będę wdzięczna za korektę jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ostatnio przeprowadziłam kilka interesujących rozmów z mężczyznami na temat tego, czego oczekują od kobiet. Rozmowa sama zbaczała na tematy damsko-męskie, wzajemne oczekiwania itd.


W dzisiejszych czasach płeć piękna przyzwyczaiła się do tego, że musi być twarda, mieć "jaja" czasami większe od niejednego faceta, radzić sobie sama i umieć walczyć o swoje. Co za tym idzie? często tracimy kobiecość, delikatność i zwykłe poczucie finezji w kontaktach z mężczyznami. Zamiast być obiektem ich adoracji ( z wzajemnością oczywiście) stajemy się kumplami od piwka, albo oziębłymi zołzami. I w tym kontekście słowo "ZOŁZA" zdecydowanie nie ma oddźwięku pozytywnego. Nie ma jednego konkretnego czynnika, który do tego doprowadza. Może to być spowodowane wychowaniem- może miałaś młodsze rodzeństwo, którym musiałaś się zajmować, gdy rodzice byli zapracowani, może ktoś Cię zranił i obiecałaś sobie, że już nigdy na to nie pozwolisz, nie pokażesz zaangażowania, albo zwyczajnie masz łagodną formę autyzmu... (taki żarcik na rozruch) ;p.

Niepoprawnie interpretujemy czasami porady zawarte w książkach i zamiast być słodkimi, ciepłymi istotami, które w konkretnych wypadkach mają mieć określone wymagania i prezentować daną postawę, zmieniamy się w babsztyle pełne oczekiwań, dylematów i niezaspokojonych romantycznych ambicji. I nieważne jak facet się będzie starał, zawsze będzie powód, żeby myśleć, że coś się za przeproszeniem zjebało.

I tu nie mam na myśli tego, że nagle mamy obniżać standardy. Dlaczego kiedy jesteśmy na etapie podrywów jest fajnie, a w związku zaczyna być dziwnie? ( nie mówię, że zawsze ) Dlatego, że kobieta z zalotnej, miłej, uśmiechniętej i optymistycznej kobietki, zmienia się w Kobietę przez wielkie K. Większość zaczyna potrzebować deklaracji, rozmów o białej sukni i dzieciach... przed czym zdecydowanie przestrzegam. Nie pozwalają mężczyznom się wykazać, przejmują stery, bo spieszy im się do ślubnego kobierca. I przestaje mieć znaczenie, czy facet nadal zachowuje się w godny sposób, odpowiednio Cię traktuje, czy Cię szanuje... grunt żeby był. Tylko, że przez takie zachowanie kobiety tracą to co powinno być dla nich najcenniejsze. Własny charakter. Tym samym kastrują mężczyzn i zabierają im poczucie tej wyjątkowości jaką odczuwali na początku. W końcu, nie zrobi Ci różnicy jak on Cię traktuje, grunt żeby doszło do zawarcia transakcji... Mężczyzna ma poczucie, że nie jesteś z nim dla niego samego, ale dlatego, że boisz się być sama... Dlatego kobiety opanujcie się czasami. Błagam.
Wracając do meritum sprawy... Książki i inne głupie poradniki, utarte schematy i przeżycia sprawiły, że kobiety są przekonane, że dla mężczyzn ideałem jest silna, pewna siebie, twarda i niezależna kobieta, która wie czego chce od życia. Wamp, seks bomba lub Femme Fatale- jak kto woli.
Moim skromnym zdaniem, popartym niezbitymi dowodami ( co prawda w postaci jedynie kilku rozmów. ale zawsze) poszłyśmy w tym za daleko. Stałyśmy się mężczyznami z cyckami i seksowną bielizną. Cieleśnie nie mamy jaj, ale tak się zachowujemy. To tak jakby nagle wszyscy mężczyźni zaczęli się zachowywać jak niezdecydowane cipcie, które nie wiedzą czego chcą od życia.
Jednak natura tak nas skonstruowała, że mamy jasno określone role:

Mężczyzna ma być twardy, męski, ma być oparciem, bezpieczeństwem i ostoją kiedy jest źle. Ma się starać o kobietę, dawać jej do zrozumienia, że jest dla niego najważniejsza i nie powinien w niej wzbudzac zazdrości przy użyciu innych kobiet. To inne kobiety powinny zazdrościć tej jedynej :) Prawdziwy mężczyzna, któremu zależy na kobiecie, nie zacznie się zastanawiać nad rozstaniem bo pojawiły się jakieś nieporozumienia. On to weźmie na klatę i spróbuje ogarnąć. Będzie Ci pokazywał, że jesteś jego księżniczką, kochanką i całym światem. Kiedyś pewien mężczyzna, którego mam szczęście obecnie nazywać po staropolsku swoim Kawalerem mi powiedział, że bez względu na wszystko, jeżeli facetowi zależy na kobiecie, to będzie się starał. I tu sprawdza się powiedzenie drogie Panie "choćby mury srały a skały pękały, facet znajdzie sposób i czas..." i nie dajcie sobie wmówić, że nie jest gotowy na związek, nie wie czego chce, nie jest pewny... On doskonale wie, że o związek trzeba walczyć i że nie ma gromu z jasnego nieba, który powie Ci to TA JEDYNA. Jeżeli mówi coś takiego to zwyczajnie nie chce mu się dbać o związek z TOBĄ, więc sobie go odpuść. I broń Boże, nie myśl na początku związku o dzieciach i białej sukni. Takie myśli mogą przyjść dla Ciebie po zaręczynach (które tez mają być zaskoczeniem, a nie wymuszeniem!!!). "Wiesz, związek dwojga ludzi jest wysiłkiem, pracą, antyhedonizmem, któremu bardzo rzadko dzisiaj ludzie chcą sprostać. Poza tym, dużo trudniej jest dzisiaj nawzajem się pokochać."

Kobieta z kolei ma być kobieca w wyglądzie i zachowaniu. Nie wystrzegaj się sukienek, spódnic, ubrań podkreślających tego, że masz talię. Nie ścinaj włosów i nie upodabniaj się do wszystkich pań po czterdzistce, które tną się na męsko... Nie jesteś facetem i masz to zaznaczyć! ponadto, pamiętaj: jesteś delikatna, uśmiechnięta, optymistycznie nastawiona do życia, masz pomysł na siebie, plany, marzenia, które pragniesz zrealizować... Nie rezygnuj z tego bo pojawił się na horyzoncie ktoś kto chce z Tobą być. On chce z Tobą być bo jesteś własnie taka. Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał... kobieca i delikatna nie znaczy potulna, niepewna siebie i zastraszona. Jesteś sobą! jesteś dla siebie wszystkim! i traktuj siebie w tych kategoriach. Bądź kobieca, ale bądź twarda kiedy trzeba. Bądź dla mężczyzny oparciem i daj mu poczucie bezpieczeństwa kiedy tego potrzebuje. Bądź niezależna finansowo, ale nie rywalizuj na kto kto więcej zarobi. Zachowaj umiar i godność. Jeżeli czujesz się źle traktowana powiedz o tym otwarcie a nie strzelaj focha bo zaczniesz sprawiać wrażenie niepoważnej. Umiej okazać uczucia, powiedzieć, że Ci na nim zależy, albo że chciałabyś, żeby był w tym momencie z Tobą. Okazuj czułość, pokaż mu, że jest dla Ciebie ważny, ale nie popadaj w przesadę (większość mężczyzn to zniechęca). Wykaż czasami inicjatywę, ale nie przejmuj roli mężczyzny w związku i nie bądź ciepłą kluchą bez własnego zdania... Kochaj siebie, dbaj o siebie i się rozwijaj... Masz swój świat, który jest intrygujący. Zaproś Go do niego... I pozwól się zaprosić...

Podsumowując: Kobieto, bądź ciepłą, kochającą i wesołą osobą. Dobrą. Twardą kiedy trzeba, żeby mężczyzna wiedział, że poradzisz sobie bez niego, ale też, że będziesz na równi z nim walczyć kiedy będzie źle. Jednak nie odbieraj mu męskości. Decyduj o sobie i nie mów więcej "obojętne mi to". I pamiętaj: "Twoje nagie ciało powinno należeć tylko do tego, który kocha się w Twojej nagiej duszy..."

Mężczyzno: bądź twardzielem i zdecyduj czego chcesz. Nie wódź za nos kobiety, która jest dla Ciebie "za dobra". Opiekuj się kobietą jak córką, szanuj jak Matkę i kochaj. Nie zniechęcaj się pierdołami- brakuje dziś takich mężczyzn, którzy mają jasno określony cel i do niego dążą. I pamiętaj "Rozpieszczanie kobiet nigdy nie wychodzi z mody".





I tak na koniec, żeby nikt nie myślał, że istnieje przeznaczona połówka dla Ciebie ( może jest, ale powinna się chłodzić w lodówce- i nie mówię tu o głowie ukochanej/go w słoiku po kiszonych ogórkach). Tę JEDYNĄ osobę wybierasz TY z pośród miliona innych i WY pracujecie na swój związek. Nikt inny.

"Właśnie... znaleźć składniki miłości. Potrzeba ogromnej pracy (...) Po pierwsze, trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem tego, czego w Tobie nie lubi druga osoba. Potrzeba wielkiego serca, mimo że tak łatwo jest po prostu być małym człowiekiem w tak wielu sytuacjach... Czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu tę iskrę bierze za płomień, który – jak uważają – będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele ognia i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko."

"Ślubuję, że będę strzegł naszego związku i Ciebie. Obiecuję Ci miłość i wierność, w dobrych i złych chwilach, w zdrowiu i chorobie, bez względu na to, dokąd nas los zawiedzie. Że będę Cię chronił, szanował i obdarzał zaufaniem. Dzielił Twe radości i smutki i niósł pociechę, gdy będziesz jej potrzebować. Obiecuję miłować Cię, stać na straży Twych nadziei i marzeń i zapewniać bezpieczeństwo przy moim boku. Wszystko co należy do mnie, jest teraz Twoje. Oddaję Ci siebie, swą duszę i miłość, od teraz aż do końca naszych dni."


Mam nadzieję, że podjęłam sedno sprawy.
Zapraszam do dyskusji lub prywatnych wiadomości :)

Buziaki

sobota, 5 grudnia 2015

Dlaczego warto pokochać niedoczynną?

Ojej, dawno mnie tu nie było...
Wracam, mam nadzieję, że wreszcie na dłużej i z nową dawką wiedzy i doświadczenia.

Wiadomo, jak kobiety reagują po rozstaniu. Dostajemy pałką w łeb i świat nam się wali. Co najlepsze, tu nawet nie chodzi o skończoną wielką miłość i myśli: " o matko, nigdy już nikogo nie znajdę, on był najlepszy, najcudowniejszy, to na pewno moja wina!" (wiem, trochę koloryzuję, ale w większości wypadków jest podobnie), tylko o zranioną dumę i utratę pewności siebie. My kobiety jesteśmy na nasze nieszczęście tak zaprogramowane, że jak zostajemy odrzucone, albo nawet same podjęłyśmy decyzję o rozstaniu to tracimy pewność siebie i przekonanie o własnej wyjątkowości. Wiecie czemu? bo zdanie o sobie opieramy na czyjejś opinii o nas. Jeżeli mamy dużo znajomych, dobre oceny, powodzenie u płci przeciwnej to jest super. Jeden czynnik nawali, a w głowie zapala się czerwona lampka i słyszysz głośne wycie syreny "łeło łeło- coś z Tobą nie tak! jesteś niewystarczająco dobra". Wiecie co? kiedyś trafiłam na pewien cytat, nie pamiętam już dokładnie jego brzmienia, ale ogólny zamysł był taki: zawsze znajdzie się ktoś lepszy, mądrzejszy i bardziej wystarczający od Ciebie...więc pytam się: dlaczego opieramy postrzeganie siebie na zdaniu kogoś kto w każdej chwili może zniknąć z naszego życia? Dlaczego jesteśmy czasami tak głupie i naiwne?
Po moim rozstaniu doszłam do pewnych wniosków. Stwierdziłam, że nie potrzebuję nikogo żeby przekonać się, że jestem coś warta. A właściwie dużo warta. Prawie wszystko co mam, co osiągnęłam, osiągnęłam. Własnymi siłami. Mam rodzinę i przyjaciół, którzy poszliby za mną w ogień, a ja za nimi. Wiem to. Mam perspektywy na dobre życie, mam cel, do którego chce i potrafię dążyć. Mam masę pięknych wspomnień. A co najlepsze, pewne wartości zaczęłam pielęgnować dopiero po rozstaniu. Dojrzałam do tego, żeby je dostrzec i wyciągnąć z nich tyle dobrego ile się da. Dlatego nie myślcie (tak jak ja i każdy chyba), że rozstanie to koniec świata. Tak naprawdę to dopiero początek. Początek czegoś ogromnie fajnego. Ja miałam okazję przeżyć katastrofę psychiczną i psychologiczną krótko, ale intensywnie. Teraz widzę wszystko inaczej i cieszę się, że mogłam do tego dojść. Pamiętajcie, zawsze znajdzie się ktoś lepszy... też dla Was (jakimś dziwnym trafem po rozstaniu zaczyna się mieć ogromne powodzenie :D)

To tak słowami wstępu. Trochę jak Mickiewicz- ku pokrzepieniu serc. Główny temat jednak odnosi się do ludzi z niedoczynnością tarczycy.
My mamy ogromny problem z poczuciem własnej wartości, głównie przez zmiany w ciele jakie w nas zachodzą. Wiemy, że tycie jest spowodowane chorobą, ale przecież nikt nie będzie o tym trąbił na prawo i lewo. I tak znajdzie się ktoś kto pomyśli: "całymi dniami pewnie zapycha się frytkami w maku". Nie możemy walczyć z niesprawiedliwością losu, ale walczymy o siebie.
Każdy z nas, ma kilka cech, za które można, a nawet warto byłoby nas pokochać. Z tą swoją drugą "miłością" na całe życie, stajemy się innymi ludźmi. Niektórzy potrafią zacisnąć poślady i wypracować te cechy od razu, innym zajmuje to trochę więcej czasu, ale przejdźmy do konkretów.

Piszę to dla Waszych rodzin, znajomych, ukochanych. Niech przeczytają i postarają się wczuć w sytuację. Zrozumieć jak mogłoby być, gdyby oni byli w takim położeniu.

1. Silny zawodnik

Każdy po usłyszeniu diagnozy leci do domu i w przeglądarce wpisuje: "niedoczynność tarczycy". Zapoznajemy się z listą objawów. Pewnego pięknego dnia tracimy kontrolę nad własnym ciałem. Jak się czujesz w takiej sytuacji? Wyobraź sobie, że każdego dnia budzisz się z chronicznym zmęczeniem. Zmuszasz się żeby wyjść do pracy/ szkoły i marzysz tylko o tym, żeby po powrocie położyć się do łóżka i zasnąć. I spać... do końca świata ... Zaczynasz też tyć. Możesz wypić szklankę wody a czujesz się jakby dołożyli Ci 10 kg. Na forach nie znajdujesz pocieszenia, a raczej teksty w stylu: "nic się nie poprawi, będzie jeszcze gorzej; zapomnij, że schudniesz, będziesz tylko tyć, itd. "
Co można zrobić i poczuć w takiej sytuacji? Załamać się, przyjąć, że tak już będzie i z tym nie walczyć tylko się poddać.
Można się też zbuntować...
Dlatego spójrz na tego niedoczynnego wojownika, który żyje obok Ciebie i zobacz jak dzielnie walczy i znosi te objawy. Musi mieć nadludzką siłę, prawda?

2. Zna swój cel i do niego dąży

Kobiety słyną z niezdecydowania i zmienności... Niedoczynność uczy nas, że kluczem do sukcesu jest systematyczność. Nie możemy zapomnieć o tabletce każdego dnia. Cierpliwość to druga heroiczna cecha: minimum 3 razy w tygodniu słyszysz dobiegajace z pokoju odgłosy sapania i łagodny głos Ewy Chodakowskiej, mówiącej" zrobiłaś to, jestem z Ciebie dumna"
Tu nie chodzi tylko o cele dotyczące choroby: poprawić samopoczucie, schudnąć, zadbać o włosy itd. Patrząc z boku widzisz, że osoba chora wie czego chce. Ma jasno określony cel i do niego dąży. I nawet jeżeli czasami powie Ci "obojętnie" to raczej z przyzwyczajenia, niż z prawdziwego niezdecydowania.

3. Nie boi się wyzwań

Nasze życie możemy podzielić w podobny sposób jak dzieli się czas przed i po narodzinach Chrystusa. Tylko, że nasza mniejsza jednostka czasu dzieli się na: przed i po usłyszeniu diagnozy.
Jeżeli nie znaliście się przed chorobą, to na pewno możesz dostrzec chociażby ze zdjęć lub opowiadań rodziny jak bardzo się zmieniła osoba chora. Jeżeli zaczęła ciężką pracę nad swoim ciałem i powrotem do "normalności" to na pewno dużo też pozmieniało się w jej głowie. Wiesz ile lęków trzeba pokonać, żeby dotrzeć do takiego miejsca w jakim ona być może się teraz znajduje? To nie chodzi o różnicę w kilogramach. Nieważne czy to 5 czy 40 kg. Każdy kilogram kosztuje ją 3 razy więcej wysiłku niż przeciętnego człowieka. Każdy zastój formy to kolejna chwila kiedy nadzieja sypie się w proch i masz ochotę rzucić wszystko w cholerę. Najlepiej to rzucić się z mostu i przestać męczyć. Może choroba nie zmieniła jej poczucia humoru, ale na pewno zmieniła spojrzenie na świat i ludzi. I na własne ja. Być może stała się bardziej tolerancyjna i wyrozumiała. Może teraz jest większą optymistką, bo wie jak może być ciężko?
Doceń to. Zwłaszcza w chwilach kiedy przychodzi spadek formy.

4. Czerp z niej inspirację


Przychodzi zima, nie trzeba zdejmować ciepłych swetrów i odsłaniać ciała, więc spokojnie można też przywdziać zimowe oponki i poczekać do lata na  chudsze czasy. Pamiętaj jednak, że kiedy Ty się opierdzielasz, ktoś inny ciężko pracuje, uczy się, dąży do celu... Wygrywa. Wiem, że patrząc z tej perspektywy, porównując się z kimś kto więcej osiągnął, lepiej wygląda, ma lepsze życie, wypadasz słabo w swoich oczach. Jednak spójrz w bok.. jest obok Ciebie osoba, która musi każdego dnia walczyć na nowo. Zmotywować się do wstania rano z łózka, skupić się na obowiązkach, określać nowe cele i do nich dążyć. To osoba, która nawet jeżeli jej się strasznie nie chce. spakuje torbę, buty sportowe i pójdzie na siłownie, albo włączy Chodakowską i za każdym razem słysząc jej słynne "dasz radę, jeszcze jedno powtórzenie" ma ochotę wyrzucić telewizor/laptopa przez okno i na złość swojej fit trenerce polecieć po wiadro lodów. Najlepiej litrowe. Jednak nie zrezygnuje, bo wie, że jeden dzień straty to cholernie dużo. Za dużo żeby sobie na to pozwalać. Wiadomo, każdy ma gorsze chwile, ale masz doskonałego motywatora obok siebie. Skorzystaj z tego...

5. Wieczne przytulanie też jest spoko :)

Osoba z niedoczynnością wiecznie odczuwa chłód. Więc przytulaj ile wlezie :D

6. Potrafi gotować smacznie i zdrowo 

Osoby chore muszą bardzo uważać na to co jedzą. Dlatego po usłyszeniu diagnozy zmieniają się w żywieniowych wariatów. Eksperymentują, próbują, dodają nowe smaki i przyprawy. Nie zawsze musi to wychodzić doskonale, nie zawsze musi się chcieć. Jednego możesz być pewny. Jak zacznie gotować to postara się żeby było maksymalnie zdrowo i smacznie. Nie ważne czy będzie robić pierogi, czy sałatkę. Zawsze znajdzie jakąś, choćby małą modyfikację, żeby było lepiej :)

A jak wiemy, najlepsze związki rozwijają się nie w łóżku a przy wspólnym gotowaniu :) Kiedyś mi babcia powiedziała: zobacz jakie serce człowiek ma do gotowania i do zwierząt, a będziesz wiedziała wszystko. Można robić jedną potrawę milion razy, ale zawsze będzie smakować inaczej. Wiesz dlaczego? Bo chory nie robi jedzenia mechanicznie. On myśli, co w danym momencie może być najlepsze, może najlepiej pasować i najlepiej smakować.

7.  Kocha sam siebie

Argument najlepszy z możliwych! poznajesz nową osobę i zastanawiasz się jaka jest. Czy Cię nie skrzywdzi, nie wykorzysta itd?
Zastanów się... Czy ta osoba wygląda jakby świetnie poradziła sobie bez Ciebie? jeśli tak to świetnie!
Wiesz dlaczego? Bo jeśli tak jest, oznacza to, że jesteś jej świadomym wyborem. Wybrała Cię z pośród tysiąca innych ludzi nie dlatego, żeby zapełnić pustkę, żeby mieć kogoś itd. tylko dlatego, że lubi z Tobą przebywać, rozmawiać, śmiać się.
Więc jeżeli czekasz na przylepę, która nie będzie Cię opuszczać na krok, tylko wisieć Ci ciągle na ramieniu, lepiej szybko oddal się na bezpieczną odległość. Poznałeś bowiem osobę, która ma dużo do zrobienia ze względu na swoją chorobę, która musi się oswajać ze sobą i realizować siebie, więc ciesz się, bo najmocniej potrafi pokochać człowiek, który kocha sam siebie. Umie dawać i cieszyć się tym dawaniem. I na pewno doceni każdy miły gest.

Dlatego moi drodzy niedoczynni. Uwierzcie w siebie i nie opierajcie swojej pewności siebie na zdaniu innych. Po prostu zakochajcie się w sobie na nowo, a potem myślcie o pokochaniu kogoś.
A Wam rodzino/ przyjaciele/ partnerzy niedoczynnych- doceńcie ich i zastanówcie się jakby to było, gdybyście Wy znaleźli się w takiej sytuacji :)




sobota, 29 sierpnia 2015

Rozstanie- początek lepszego życia czy jego koniec?

Witajcie

Otóż jakiś czas temu rozstałam się z człowiekiem, który był przez 1,5 roku całym moim światem. Wszystko miało przebiegać w miarę spokojnie, ale się nie udało. Było burzliwie i zakończyło się niechęcią do utrzymywania jakiegokolwiek kontaktu w przyszłości.

Ale mniejsza o moją sprawę. Chyba nie ma człowieka, który nie przeżyłby rozstania. Chyba, że ma już dawno na oku kogoś innego i jest to dla niego wygodna opcja. Szukałam w internecie wiele porad jak sobie poradzić z tym wszystkim, z tymi uczuciami które towarzyszą tak gwałtownej zmianie w życiu. Wszędzie znajdowałam te same porady:

- spotykaj się z przyjaciółmi
- uprawiaj sport
- zadbaj o siebie
- wróć do przyjemności na które wcześniej nie miałaś czasu
itp.

Nie wiem czy rozstanie wygląda u każdego tak samo, ale nie potrafię nawet określić uczuć które wtedy mną sterowały. Ból i żal, że to wszystko się już skończyło, że te piękne chwile się już nie powtórzą, że być może straciłam coś co mogło trwać przez całe życie i dać mi szczęście. Za chwilę złość, o to, że przecież nie popełniłam takiego błędu żeby mnie zostawiać, że obje strony powinny chcieć walczyć o związek a nie tylko stawiać na swoim, że dałam się tak oszukać i uwierzyłam drugiemu człowiekowi tak bezgranicznie, że zatraciłam w tym siebie. Raz na jakiś czas dochodził do głosu zdrowy rozsądek który mówił mi, że dobrze się stało, bo nie rozstałam się z kimś z powodu głupoty- rozrzucanych skarpetek po podłodze, niesłowności, itp. Brak szacunku i wsparcia w najważniejszych chwilach życia, nie jest małym gówienkiem do przeskoczenia.
W końcu strach, ogromny strach- człowiek boi się, że sobie sam nie poradzi, boi się przeorganizowania swojego dotychczasowego życia, zmian. Kiedyś wszystko było w miarę bezpieczne, poukładane, wspólne wyjazdy, rozwiązywanie problemów itp. Jak sobie poradzę ze swoim życiem? czy ktoś mnie jeszcze zechce?

Przechodząc do sedna sprawy? Jak można spotykać się ze znajomymi, uprawiać sport, dbać o siebie kiedy nagle cały świat Ci runął na głowę i nie masz siły się pozbierać? kiedy czujesz tak dużo w jednym momencie, że właściwie nie wiesz co czujesz?

Przechodziłam przez różne etapy swojej uczuciowej katastrofy. Złość, płacz, usprawiedliwianie drugiej osoby i pretensje do siebie- to chyba przechodziłam najdłużej, w końcu zrozumienie i nadzieja.
Na początku byłam wściekła, że ktoś mnie potraktował w ten sposób, kiedy naprawdę nie było powodu i wzajemności w tym. Nie mogłam zrozumieć, że tak długo byłam z kimś kogo praktycznie nie znałam. Ten etap jednak u mnie trwał bardzo krótko.

Mówi się, że jak człowiek ma miękkie serce to musi mieć twardą dupę. Racja. Ja z tym moim miękkim sercem, po tym wszystkim doszukiwałam się winy w sobie. Co mogłabym zrobić lepiej? inaczej? itp. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę, bez względu na to co bym zrobiła w tej chwili, zrobiłabym to wbrew sobie i być może byłoby lepiej na kilka tygodni, może miesięcy, ale sytuacja znów by się powtórzyła i albo musiałabym znów zrezygnować ze swoich wartości i ulec, albo postawić na swoim i przeżywać wszystko od nowa. Ten etap trwał najdłużej. Ciągle wyrzucałam coś sobie mimo, że zdawałam sobie sprawę z tego jak dobrze zostałam "ułożona".

Ze zrozumieniem sytuacji ciągle mam problem, ciągle zastanawiam się dlaczego TO się stało. Nie chodzi już nawet o rozstanie, ale o sposób jaki mój związek został zakończony, O wszystko co potem musiałam przejść i ugryźć się w język, żeby nie odezwać się i nie nabluzgać na wszystko.

ciągle mam nadzieję. Już nie na powrót... ale na to, że ta druga osoba zrozumie, że też popełniła błąd i że bardzo mnie zraniła i nie żyła w przekonaniu, że wszystko to moja wina.

Wiecie co? Miałam wiele szczęścia, bo w tych trudnych chwilach byli przy mnie przyjaciele, z którymi dawno nie miałam kontaktu i moja rodzina.
Moja koleżanka poradziła mi jedno: Nie czekaj. Pożegnaj się z nim w swoim sercu, zakończ ten etap, popłacz, pokrzycz, cierp- bo trzeba to przejść. To zmniejsza ból. Przebacz jemu i sobie, powiedz "żegnaj" temu etapowi w swoim życiu i pomódl się. Pomódl się do Boga o siebie, spokój ducha, o dobrego męża, pomódl się za niego. Módl się, aż będziesz miała pewność, że tak się stanie.

tak na marginesie, moja koleżanka tak zrobiła. Miała bardzo burzliwy związek, ale w koncu zrobiła to co mi sama poradziła. W Kościele płakała, modliła się i płakała. Powiedziała, że po wyjściu ze Świątyni, czuła, ze ma to z Bogiem załatwione. że będzie miała najlepszego męza na świecie, Miała wręcz pewność, że tak się stanie. I wiecie co? Za jakiś czas napisał do niej jej mężczyzna i zupełnie zmienił swoje zachowanie. Teraz jest księciem dla swojej księżniczki.

Wiem, że wiele osób teraz może pomyśleć, że jestem nawiedzona, ale mogą. Mają do tego prawo. Prawda jest taka, że nigdy nie byłam blisko z Bogiem. Owszem modliłam się jak czegoś potrzebowałam, obiecywałam poprawę i chyba On mi zawsze uwierzył. Potem jednak znów się zmieniałam... Aż do teraz. Naprawdę posłuchałam mojej przyjaciółki i zaczęłam się modlić. Wybaczyłam mojej byłej drugiej połowie ( nie zapomniałam tego, ale wybaczyłam) i zaczęłam się modlić o siebie i o niego. I daje Bogu wolną rękę. Sam zdecyduje kto jest dla mnie najlepszy. Jeżeli będzie to mój były, to stanie się coś co wszystko naprawi, jeżeli nie, to tez dobrze, bo wiem, że wszystko dzieje się w jakimś celu. I bez względu na to co się stało, jak się skończyło. przeżyłam piękne chwile, zaręczyny, seks, mam super wspomnienia i na tym się będę skupiać. To co złe zostawiam za sobą i idę dalej...

Bóg to najważniejsza pomoc w tej sprawie. Mogę przysiąc z ręką na sercu że faktycznie najbardziej pomogło mi to ukoić ból.
Druga sprawa to właśnie przyjaciele, którzy poświęcali mi czas i pocieszali oraz rodzina.
Wyjechałam na tydzień do kuzynki, zmieniłam otoczenie, długo z nią rozmawiałam i dzień po dniu przechodziłam oświecenie. Coraz większy spokój był we mnie.

Więc jeżeli mogę komuś doradzić na podstawie własnych doświadczeń.

- przebolej, popłacz, wykrzycz swoją złość, zdaj sobie sprawę z tego co czujesz i najlepsze- zapisz to. Przelej na papier konkrety- co czujesz i dlaczego, jak to na Ciebie działa. Takie pisanie poukłada Ci w głowie i łatwiej będzie Ci się z tym uporać.

- jak już przebolejesz i przepłaczesz, zastanów się na zimno, obiektywnie, czy to co się stało jest z Twojej winy i czy druga strona starała się naprawdę coś zmienić i polepszyć Wasze relacje. Jeżeli po prostu się poddała to daj sobie spokój. Kobiety, jest jedna podstawowa prawda- choćby mury srały a skały pękały facet znajdzie sposób! I taka jest prawda. Chyba, że jest to Twoja wina. Zdradziłas/es? Zastanów się czemu. Wszystko dzieję się po coś. Jest skutkiem, nie przyczyną. W końcu zastanówcie się czy to o co się pokłociliście jest naprawdę tego warte? Bo przyzwyczajenia można zmienić. Jednak człowieka przewartościować się nie da.

- Pomódl się i wybacz mu/jej. To naprawdę dużo daje. Możesz wtedy pójść naprzód. Nie żyjesz już złością, żalem i nadzieją że może wróci. Jeżeli będzie chciał wrócić i zrozumie swój bład to wróci. Jeśli nie to przestań się zastanawiać i zacznij żyć. Jest wielu wspaniałych ludzi wokół Ciebie, bez sensu jest zamartwiać się tym czemu ta jedna Ciebie nie chce lub nie może zaakceptować.

- nie pchaj się w nowe związki, To najgorsze co można teraz zrobić. Obserwując moich znajomych wiem, że szukanie kogoś na siłe, kończy się nieszczęściem.

- wyjedź do rodziny/ przyjaciół na jakiś czas, przegadaj z nimi sprawę. I pod żadnym pozorem NIE POZWÓL SOBIE NAPISAĆ DO DRUGIEJ OSOBY!!! koniec z obelgami, z braniem winy na siebie itp. Dopóki naprawdę nie poczujesz się na siłach i nie spojrzysz obiektywnie na sprawę, masz zakaz jakiegokolwiek pisania do niej/niego! nie tylko się poniżysz, ale albo skończy się to kolejną kłotnią, albo on/ona CI nie odpisze więc poczujesz się jeszcze gorzej. Ja miałam wiele momentów kiedy chciałam to zrobić, ale cieszę się ze mi nie pozwolono.

- Zdaj sobie sprawę z tego, że skoro dawalaś sobie radę przed związkiem to teraz też dasz sobie radę. Potrafiłaś/eś tyle czasu żyć samotnie i być w miarę zadowolonym ze swojego życia to teraz też Ci się uda! koniec gadania, że teraz Twoje zycie nie ma sensu. MA! rozwijaj się dalej. Zapisz się na siłownie, dodatkowy język, spotykaj się z ludźmi. To najlepsze lekarstwo na samotność ;)

- ZAWSZE dbaj o przyjaciół i rodzinę. Bez względu na to jak wspaniały będzie Twoj związek. Nigdy z nich nie rezygnuj bo mogą zostać Ci tylko oni....

Mam nadzieję, że komuś ten wpis pomoże :))


Translate