poniedziałek, 7 marca 2016

Czego mężczyźni oczekują od kobiet i dlaczego kobiety rozumieją opacznie? I o tym jak wygląda miłość.

Wpis dedykowany głównie kobietom, ale mężczyznom będę wdzięczna za korektę jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ostatnio przeprowadziłam kilka interesujących rozmów z mężczyznami na temat tego, czego oczekują od kobiet. Rozmowa sama zbaczała na tematy damsko-męskie, wzajemne oczekiwania itd.


W dzisiejszych czasach płeć piękna przyzwyczaiła się do tego, że musi być twarda, mieć "jaja" czasami większe od niejednego faceta, radzić sobie sama i umieć walczyć o swoje. Co za tym idzie? często tracimy kobiecość, delikatność i zwykłe poczucie finezji w kontaktach z mężczyznami. Zamiast być obiektem ich adoracji ( z wzajemnością oczywiście) stajemy się kumplami od piwka, albo oziębłymi zołzami. I w tym kontekście słowo "ZOŁZA" zdecydowanie nie ma oddźwięku pozytywnego. Nie ma jednego konkretnego czynnika, który do tego doprowadza. Może to być spowodowane wychowaniem- może miałaś młodsze rodzeństwo, którym musiałaś się zajmować, gdy rodzice byli zapracowani, może ktoś Cię zranił i obiecałaś sobie, że już nigdy na to nie pozwolisz, nie pokażesz zaangażowania, albo zwyczajnie masz łagodną formę autyzmu... (taki żarcik na rozruch) ;p.

Niepoprawnie interpretujemy czasami porady zawarte w książkach i zamiast być słodkimi, ciepłymi istotami, które w konkretnych wypadkach mają mieć określone wymagania i prezentować daną postawę, zmieniamy się w babsztyle pełne oczekiwań, dylematów i niezaspokojonych romantycznych ambicji. I nieważne jak facet się będzie starał, zawsze będzie powód, żeby myśleć, że coś się za przeproszeniem zjebało.

I tu nie mam na myśli tego, że nagle mamy obniżać standardy. Dlaczego kiedy jesteśmy na etapie podrywów jest fajnie, a w związku zaczyna być dziwnie? ( nie mówię, że zawsze ) Dlatego, że kobieta z zalotnej, miłej, uśmiechniętej i optymistycznej kobietki, zmienia się w Kobietę przez wielkie K. Większość zaczyna potrzebować deklaracji, rozmów o białej sukni i dzieciach... przed czym zdecydowanie przestrzegam. Nie pozwalają mężczyznom się wykazać, przejmują stery, bo spieszy im się do ślubnego kobierca. I przestaje mieć znaczenie, czy facet nadal zachowuje się w godny sposób, odpowiednio Cię traktuje, czy Cię szanuje... grunt żeby był. Tylko, że przez takie zachowanie kobiety tracą to co powinno być dla nich najcenniejsze. Własny charakter. Tym samym kastrują mężczyzn i zabierają im poczucie tej wyjątkowości jaką odczuwali na początku. W końcu, nie zrobi Ci różnicy jak on Cię traktuje, grunt żeby doszło do zawarcia transakcji... Mężczyzna ma poczucie, że nie jesteś z nim dla niego samego, ale dlatego, że boisz się być sama... Dlatego kobiety opanujcie się czasami. Błagam.
Wracając do meritum sprawy... Książki i inne głupie poradniki, utarte schematy i przeżycia sprawiły, że kobiety są przekonane, że dla mężczyzn ideałem jest silna, pewna siebie, twarda i niezależna kobieta, która wie czego chce od życia. Wamp, seks bomba lub Femme Fatale- jak kto woli.
Moim skromnym zdaniem, popartym niezbitymi dowodami ( co prawda w postaci jedynie kilku rozmów. ale zawsze) poszłyśmy w tym za daleko. Stałyśmy się mężczyznami z cyckami i seksowną bielizną. Cieleśnie nie mamy jaj, ale tak się zachowujemy. To tak jakby nagle wszyscy mężczyźni zaczęli się zachowywać jak niezdecydowane cipcie, które nie wiedzą czego chcą od życia.
Jednak natura tak nas skonstruowała, że mamy jasno określone role:

Mężczyzna ma być twardy, męski, ma być oparciem, bezpieczeństwem i ostoją kiedy jest źle. Ma się starać o kobietę, dawać jej do zrozumienia, że jest dla niego najważniejsza i nie powinien w niej wzbudzac zazdrości przy użyciu innych kobiet. To inne kobiety powinny zazdrościć tej jedynej :) Prawdziwy mężczyzna, któremu zależy na kobiecie, nie zacznie się zastanawiać nad rozstaniem bo pojawiły się jakieś nieporozumienia. On to weźmie na klatę i spróbuje ogarnąć. Będzie Ci pokazywał, że jesteś jego księżniczką, kochanką i całym światem. Kiedyś pewien mężczyzna, którego mam szczęście obecnie nazywać po staropolsku swoim Kawalerem mi powiedział, że bez względu na wszystko, jeżeli facetowi zależy na kobiecie, to będzie się starał. I tu sprawdza się powiedzenie drogie Panie "choćby mury srały a skały pękały, facet znajdzie sposób i czas..." i nie dajcie sobie wmówić, że nie jest gotowy na związek, nie wie czego chce, nie jest pewny... On doskonale wie, że o związek trzeba walczyć i że nie ma gromu z jasnego nieba, który powie Ci to TA JEDYNA. Jeżeli mówi coś takiego to zwyczajnie nie chce mu się dbać o związek z TOBĄ, więc sobie go odpuść. I broń Boże, nie myśl na początku związku o dzieciach i białej sukni. Takie myśli mogą przyjść dla Ciebie po zaręczynach (które tez mają być zaskoczeniem, a nie wymuszeniem!!!). "Wiesz, związek dwojga ludzi jest wysiłkiem, pracą, antyhedonizmem, któremu bardzo rzadko dzisiaj ludzie chcą sprostać. Poza tym, dużo trudniej jest dzisiaj nawzajem się pokochać."

Kobieta z kolei ma być kobieca w wyglądzie i zachowaniu. Nie wystrzegaj się sukienek, spódnic, ubrań podkreślających tego, że masz talię. Nie ścinaj włosów i nie upodabniaj się do wszystkich pań po czterdzistce, które tną się na męsko... Nie jesteś facetem i masz to zaznaczyć! ponadto, pamiętaj: jesteś delikatna, uśmiechnięta, optymistycznie nastawiona do życia, masz pomysł na siebie, plany, marzenia, które pragniesz zrealizować... Nie rezygnuj z tego bo pojawił się na horyzoncie ktoś kto chce z Tobą być. On chce z Tobą być bo jesteś własnie taka. Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał... kobieca i delikatna nie znaczy potulna, niepewna siebie i zastraszona. Jesteś sobą! jesteś dla siebie wszystkim! i traktuj siebie w tych kategoriach. Bądź kobieca, ale bądź twarda kiedy trzeba. Bądź dla mężczyzny oparciem i daj mu poczucie bezpieczeństwa kiedy tego potrzebuje. Bądź niezależna finansowo, ale nie rywalizuj na kto kto więcej zarobi. Zachowaj umiar i godność. Jeżeli czujesz się źle traktowana powiedz o tym otwarcie a nie strzelaj focha bo zaczniesz sprawiać wrażenie niepoważnej. Umiej okazać uczucia, powiedzieć, że Ci na nim zależy, albo że chciałabyś, żeby był w tym momencie z Tobą. Okazuj czułość, pokaż mu, że jest dla Ciebie ważny, ale nie popadaj w przesadę (większość mężczyzn to zniechęca). Wykaż czasami inicjatywę, ale nie przejmuj roli mężczyzny w związku i nie bądź ciepłą kluchą bez własnego zdania... Kochaj siebie, dbaj o siebie i się rozwijaj... Masz swój świat, który jest intrygujący. Zaproś Go do niego... I pozwól się zaprosić...

Podsumowując: Kobieto, bądź ciepłą, kochającą i wesołą osobą. Dobrą. Twardą kiedy trzeba, żeby mężczyzna wiedział, że poradzisz sobie bez niego, ale też, że będziesz na równi z nim walczyć kiedy będzie źle. Jednak nie odbieraj mu męskości. Decyduj o sobie i nie mów więcej "obojętne mi to". I pamiętaj: "Twoje nagie ciało powinno należeć tylko do tego, który kocha się w Twojej nagiej duszy..."

Mężczyzno: bądź twardzielem i zdecyduj czego chcesz. Nie wódź za nos kobiety, która jest dla Ciebie "za dobra". Opiekuj się kobietą jak córką, szanuj jak Matkę i kochaj. Nie zniechęcaj się pierdołami- brakuje dziś takich mężczyzn, którzy mają jasno określony cel i do niego dążą. I pamiętaj "Rozpieszczanie kobiet nigdy nie wychodzi z mody".





I tak na koniec, żeby nikt nie myślał, że istnieje przeznaczona połówka dla Ciebie ( może jest, ale powinna się chłodzić w lodówce- i nie mówię tu o głowie ukochanej/go w słoiku po kiszonych ogórkach). Tę JEDYNĄ osobę wybierasz TY z pośród miliona innych i WY pracujecie na swój związek. Nikt inny.

"Właśnie... znaleźć składniki miłości. Potrzeba ogromnej pracy (...) Po pierwsze, trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem tego, czego w Tobie nie lubi druga osoba. Potrzeba wielkiego serca, mimo że tak łatwo jest po prostu być małym człowiekiem w tak wielu sytuacjach... Czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu tę iskrę bierze za płomień, który – jak uważają – będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele ognia i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko."

"Ślubuję, że będę strzegł naszego związku i Ciebie. Obiecuję Ci miłość i wierność, w dobrych i złych chwilach, w zdrowiu i chorobie, bez względu na to, dokąd nas los zawiedzie. Że będę Cię chronił, szanował i obdarzał zaufaniem. Dzielił Twe radości i smutki i niósł pociechę, gdy będziesz jej potrzebować. Obiecuję miłować Cię, stać na straży Twych nadziei i marzeń i zapewniać bezpieczeństwo przy moim boku. Wszystko co należy do mnie, jest teraz Twoje. Oddaję Ci siebie, swą duszę i miłość, od teraz aż do końca naszych dni."


Mam nadzieję, że podjęłam sedno sprawy.
Zapraszam do dyskusji lub prywatnych wiadomości :)

Buziaki

niedziela, 6 marca 2016

Masz swojego motywatora?

        Macie kogoś z kim rozmowa Was wielce motywuje? Kto postara się odpowiedzieć na każde postawione przez Was pytanie? Dla niektórych z nas, mogą to być rodzice i przeważnie są- są odpowiedzią na wszystkie pytania, wsparciem, błogosławieństwem i pociechą kiedy jest źle, dla niektórych mogą to być przyjaciele. Może to być też osoba, z którą kontaktujemy się raz na ruski rok i wymieniamy się najważniejszymi spostrzeżeniami dotyczącymi naszego życia.
Ważne jednak jest, aby każdy z nas kogoś takiego miał.
Możecie zapytać po co? A po to właśnie, żeby ktoś za przeproszeniem kopnął Cię w cztery litery kiedy marnujesz sobie życie, kiedy nie potrafisz podjąć ważnych dla siebie decyzji, obrać prawidłowego kursu lub zrezygnować z czegoś co Ci kompletnie nie służy. I nie ważne czy chodzi o działanie, które jest bezproduktywne, czy o osobę, która nic do Twojego życia nie wnosi.
Krąży ostatnio takie powiedzenie: „Prawdziwy przyjaciel, gdy Ty powiesz „kogoś zabiłem”, on zapyta „gdzie go zakopiemy””. Trochę drastyczne porównanie, ale czasami dociera do człowieka, że przyjaciółmi nie są osoby, z którymi widujemy się codziennie, i które wiedzą co się dzieje w szarej codzienności. Przyjaciel to ktoś do tańca i różańca. Ktoś kto będzie stał za Tobą murem, pomoże Ci „wykopać grób”, ale zaraz trzepnie Cię i powie: „jesteś skończoną sierotą, ogarnij się wreszcie!” Przyjaciel nie może się bać mocnych słów. On je musi wypowiadać, żebyśmy nie stali w miejscu. Więc dlaczego nam to tak bardzo nie pasuje?
        Boimy się. Boimy się zmian, wyzwań, nieznanego. Boimy się, że sobie nie poradzimy, więc nagle, gdy ktoś zmusza nas do wyjścia ze strefy komfortu, staje się dla nas niewygodny. Nie powinno tak być. Nie wiesz ile masz czasu do przeżycia. Nie masz pojęcia, kiedy umrzesz. Może doczekasz pięknej starości, u boku osoby, którą kochasz, z gromadką wnucząt wokół. A gdyby jutro przydarzył Ci się nieszczęśliwy wypadek? Jak zostaniesz zapamiętany? Co zrobiłes? Czego dokonałeś? Co osiągnąłeś? Ile jest osób, którym trwale, pozytywnie zapisałeś się w pamięci? Nie chciałbyś dokonać czegoś wielkiego? Osiągnąć coś więcej niż przeciętność? Pewnie, że byś chciał… Chciałbyś dużo zarabiać, mieć piękny dom, samochód, żonę/męża wpatrzonego w Ciebie jak w obrazek… Takie są marzenia wielu ludzi w dzisiejszych czasach… I niestety nic ponadto.
Jesteśmy przeciętniakami sami dla siebie… Byle do wieczora, byle do piątku…
       Zmień coś. Określ cel w każdym aspekcie swojego życia. Nakreśl osobę, którą chciałbyś się stać i stań się nią. Zastanów się nad tym co musisz zrobić, żeby to osiągnąć i działaj. Zacznij od śmiałych kroków. Nie przeskoczysz przepaści dwoma małymi. Nie ma czasu już się rozdrabniać. To Twoje życie i nie masz ani chwili do stracenia! Na każdy kolejny dzień pracujesz dziś! Jeśli masz za niską średnią to jedyne co musisz zrobić, to zacząć się uczyć. Nie ma dróg na skróty! Działaj… Nikt za Ciebie tego nie osiągnie…
I na koniec… Zostaw za sobą to co Ci nie służy, ludzi którzy Cię hamują. Odetnij się od tego. Jesteś TY i cały Swiat przed Tobą… Stoi przed Tobą otworem i zaprasza Cię do wielkości…
Nie zmarnuj swojej szansy




Trzeba wszystko uporządkować.

Musisz się zdecydować, czego chcesz się trzymać.
Musisz wiedzieć, co trwa, a co przeminęło.
I czasami ustalić, czego nigdy nie było.
(...)
I musisz sobie pewne rzeczy odpuścić.





wtorek, 26 stycznia 2016

Odważ się żyć!

Dlaczego to czytasz?
Chcesz przeczytać, że trenuję 7 dni w tygodniu, że podjęłam właściwą decyzję?
A może chcesz usłyszeć, że podjęłam złą, setki, tysiące tych złych, ale mimo to ciągle idę na przód? Chcesz przeczytać o tym, że codziennie na treningu daję z siebie wszystko, że daję nawet więcej? Chcesz przeczytać o tym, że osiągnę swój cel? Czy może mam Ci powiedzieć, że Ty też go osiągniesz? Chcesz usłyszeć, że masz ruszyć wreszcie dupę sprzed komputera?
Chcesz motywacji, bo w sumie to fajnie by zrealizować swoje marzenia, ale nie teraz… teraz nie masz ochoty, teraz leci Twój ulubiony serial, teraz pada, teraz Ci się nie chce
Wolisz siedzieć bezczynnie…
Tak jest łatwiej. Tak jest wygodniej. Tak jest prościej. Tak jest wystarczająco dobrze.
Chcesz przeczytać o tym jak czas przepływa Ci między palcami? Jak każda pojedyncza sekunda Twojego życia już nigdy nie wróci, a Ty marnujesz ich setki, tysiące, miliony…
Nie robiąc nic, albo przeciwnie… robiąc rzeczy, które nie mają żadnego znaczenia. O których jutro zapomnisz, o których zapomnisz już za godzinę.
Każdy moment, w którym nie działasz to część Twojego życia bezpowrotnie zmarnowana…
Po to tu jesteś?

Może jednak chcesz zapewnień? Chcesz być pewny, że Ci się uda? Dlaczego jeszcze tego nie wiesz?
Zastanów się, dlaczego nie jesteś TERAZ pewny, że Ci się uda? Może tak naprawdę nie dajesz z siebie aż tak wiele?
Może chciałbyś, żebym opowiedziała Ci swoją historię? Historię upadku, historię lenistwa, gdy szczytem moich ambicji było pójść do sklepu po kolejną paczkę chipsów,a jedyną misją kolejny etap w doomie, ale nagle przestałam, w jednej chwili założyłam własną firmę, znalazłam mężczyznę moich marzeń i zostałam królową świata? Tego chcesz?
Chcesz się identyfikować z postacią, której nawet nigdy nie zobaczysz, która nawet nie istnieje?
Chcesz przez chwile nie mieć do siebie żadnych zarzutów, chcesz żyć wyobraźnią, chcesz śnić na jawie… CHCESZ SPAĆ! Chcesz się położyć i przespać kolejny dzień… i kolejny, i kolejny… W końcu każdy jest taki sam. Każdy jest normalny, każdy jest przeciętny, każdy z nich jest nijaki… Prześpij swoje życie… Słodkich snów!
A może chcesz po prostu być normalny, chcesz normalności? Czym właściwie jest normalność? Czy to nie nuda, nijakość, przeciętność?
Jeśli chcesz być przeciętny, nie ma problemu. Wracaj na facebooka. Pogadaj ze znajomymi o tym jak jest Wam źle, nudno, o tym jak nic Wam się nie udaje, o tym jak nic Wam się nie chce. Chcesz tego? Nie ma sprawy. Naciśnij krzyżyk w górnym rogu ekranu.
Jeśli brak CI jaj by powiedzieć światu o tym czego pragniesz, o tym czego chcesz, by dążyć do tego o czym od zawsze marzyłeś, wyłącz to. To strata czasu…
Ale w sumie dla Ciebie to nie ma żadnego znaczenia. W końcu wszystko co robisz to zabijanie czasu i narzekanie.. Napisz w komentarzu jak właśnie zmarnowałeś kilka minut swojego życia i włącz filmik z kotem, który gra na pianinie. Smiało… zrób TO!
Dalej, spełnij swoje ambicje. Bądź normalny, bądź przeciętny, bądź nijaki… Bądź nikim…
Albo…
ODWAŻ SIĘ ŻYĆ!





środa, 23 grudnia 2015

Walcz o swoje marzenia!

Pobudka.
Szósta rano, Twoja ręka jeszcze nie chwyciła budzika, a głosy w Twojej głowie już zaczynają Ci mówić, że jest za wcześnie, za ciemno, zbyt zimno by wyjść z łóżka.
Bolące mięśnie buntują się przeciwko Tobie, udają, że nie słyszą rozkazów mózgu, który każe im się poruszyć.
Legiony głosów w jednomyślnym okrzyku dają Ci pozwolenie na wciśnięcie „drzemki” na budziku i odpłynięcie z powrotem do krainy snów.
Ale Ty nie pytasz ich o pozwolenie… Głos, którego zdecydowałeś się słuchać jest głosem przekory. Głos, który spowodował, że nastawiłeś ten budzik wczoraj.
Więc siadaj! Postaw stopy na podłodze i nie oglądaj się za siebie.
Przed nami jest zadanie do wykonania.
Witaj w świecie dążenia do celu.
Czym jest dzień, jeśli nie cyklem konfliktów pomiędzy prawidłową drogą, a drogą łatwą?
Dziesięć tysięcy strumieni otwiera się przed Tobą niczym rzeczna delta, każdy z nich kusi Cię swoim pomyślnym nurtem i brakiem oporu…
Rzecz w tym, że Ty płyniesz pod prąd. Kiedy podejmujesz tę decyzję, kiedy decydujesz się odrzucić to co wygodne, to co bezpieczne, co niektórzy nazywają „zdrowym rozsądkiem”.
To tylko początek Twojej drogi. Od teraz będzie tylko trudniej, więc lepiej upewnij się, że naprawdę tego chcesz, ponieważ możliwość rezygnacji zawsze będzie na wyciągnięcie ręki, w gotowości żeby zniweczyć Twój wysiłek…
A teraz musisz tylko się podnieść…
Ale nie będziesz się kłócił, z każdym kolejnym krokiem musisz podjąć decyzję czy zrobisz następny. Jest już czas, ale to nie czas by rozwodzić się nad tym jak daleko już zaszedłeś…
Walczysz z przeciwnikiem, którego nie możesz zobaczyć, ale możesz poczuć jak depcze Ci po piętach, czyż nie?
Czujesz jego oddech na swoim karku…
Wiesz kim on jest? To Ty!
Twoje lęki, Twoje wątpliwości, Twoje kompleksy, wszystkie zgrupowane razem niczym pluton egzekucyjny, w gotowości by zmieść Cię z powierzchni ziemi. Nie trać nadziei, mimo że nie są łatwe do pokonania, to daleko im do niezwyciężonych…
Pamiętaj, dążysz do celu, to Battle Royale pomiędzy Tobą i Twoim umysłem, pomiędzy ciałem a diabełkiem na Twoim ramieniu, który wmawia Ci, że to tylko gra, że to strata czasu, że Twoi przeciwnicy są silniejsi od Ciebie…
Zagłusz te głosy wątpliwości biciem swojego serca, wypal brak pewności ogniem, który płonie pod Twoimi stopami…
Pamiętaj o co walczysz i nigdy nie zapominaj, że rozpęd jest okrutną kochanką. Może zmienić wszystko o 180 stopni przy najmniejszej pomyłce…
Ciągle poszukuje słabego punktu w Twojej zbroi, tej małej rzeczy, na którą zapomniałeś się przygotować…Tak długo jak diabeł tkwi w szczegółach, pozostaje pytanie czy tylko na tyle Cię stać? Jesteś pewny? Gdy odpowiedź brzmi „tak”, to znaczy, że zrobiłeś wszystko, by przygotować się do walki. Wtedy właśnie jest czas byś wystąpił naprzód i dumnie stawił czoła swojemu wrogowi… Wrogowi wewnątrz Ciebie.
Teraz musisz przenieść tę walkę w teren, w terytorium wroga. Jesteś lwem w stadzie lwów. Wszyscy polują na tę samą nieuchwytną zdobycz… z niepohamowanym głodem, który zdaje się mówić, że ZWYCIĘSTWO to jedyna rzecz, która może utrzymać Cię przy życiu…
Więc uwierz w głos, który mówi Ci, że MOŻESZ BIEC JESZCZE SZYBCIEJ, MOŻESZ RZUCIĆ MOCNIEJ,  a prawa fizyki są dla Ciebie jedynie sugestią…
Zwycięstwa i porażki są jak krople w oceanie, ale wysiłek… NIKT nie ma prawa osądzać wysiłku…bo wysiłek to coś wyłącznie pomiędzy Tobą, a Tobą!
Jeśli jutra by nie było… co dał byś z siebie dzisiaj?
Cokolwiek możesz po sobie zostawić… Zostaw coś po sobie!


Więc jeżeli masz coś o co wiesz, że warto walczyć… WALCZ! Nie poddawaj się swojemu lenistwu, swoim zachciankom… One NIE SĄ SILNIEJSZE od CIEBIE. Tylko TY tu rządzisz. Więc WALCZ!!!


sobota, 5 grudnia 2015

Dlaczego warto pokochać niedoczynną?

Ojej, dawno mnie tu nie było...
Wracam, mam nadzieję, że wreszcie na dłużej i z nową dawką wiedzy i doświadczenia.

Wiadomo, jak kobiety reagują po rozstaniu. Dostajemy pałką w łeb i świat nam się wali. Co najlepsze, tu nawet nie chodzi o skończoną wielką miłość i myśli: " o matko, nigdy już nikogo nie znajdę, on był najlepszy, najcudowniejszy, to na pewno moja wina!" (wiem, trochę koloryzuję, ale w większości wypadków jest podobnie), tylko o zranioną dumę i utratę pewności siebie. My kobiety jesteśmy na nasze nieszczęście tak zaprogramowane, że jak zostajemy odrzucone, albo nawet same podjęłyśmy decyzję o rozstaniu to tracimy pewność siebie i przekonanie o własnej wyjątkowości. Wiecie czemu? bo zdanie o sobie opieramy na czyjejś opinii o nas. Jeżeli mamy dużo znajomych, dobre oceny, powodzenie u płci przeciwnej to jest super. Jeden czynnik nawali, a w głowie zapala się czerwona lampka i słyszysz głośne wycie syreny "łeło łeło- coś z Tobą nie tak! jesteś niewystarczająco dobra". Wiecie co? kiedyś trafiłam na pewien cytat, nie pamiętam już dokładnie jego brzmienia, ale ogólny zamysł był taki: zawsze znajdzie się ktoś lepszy, mądrzejszy i bardziej wystarczający od Ciebie...więc pytam się: dlaczego opieramy postrzeganie siebie na zdaniu kogoś kto w każdej chwili może zniknąć z naszego życia? Dlaczego jesteśmy czasami tak głupie i naiwne?
Po moim rozstaniu doszłam do pewnych wniosków. Stwierdziłam, że nie potrzebuję nikogo żeby przekonać się, że jestem coś warta. A właściwie dużo warta. Prawie wszystko co mam, co osiągnęłam, osiągnęłam. Własnymi siłami. Mam rodzinę i przyjaciół, którzy poszliby za mną w ogień, a ja za nimi. Wiem to. Mam perspektywy na dobre życie, mam cel, do którego chce i potrafię dążyć. Mam masę pięknych wspomnień. A co najlepsze, pewne wartości zaczęłam pielęgnować dopiero po rozstaniu. Dojrzałam do tego, żeby je dostrzec i wyciągnąć z nich tyle dobrego ile się da. Dlatego nie myślcie (tak jak ja i każdy chyba), że rozstanie to koniec świata. Tak naprawdę to dopiero początek. Początek czegoś ogromnie fajnego. Ja miałam okazję przeżyć katastrofę psychiczną i psychologiczną krótko, ale intensywnie. Teraz widzę wszystko inaczej i cieszę się, że mogłam do tego dojść. Pamiętajcie, zawsze znajdzie się ktoś lepszy... też dla Was (jakimś dziwnym trafem po rozstaniu zaczyna się mieć ogromne powodzenie :D)

To tak słowami wstępu. Trochę jak Mickiewicz- ku pokrzepieniu serc. Główny temat jednak odnosi się do ludzi z niedoczynnością tarczycy.
My mamy ogromny problem z poczuciem własnej wartości, głównie przez zmiany w ciele jakie w nas zachodzą. Wiemy, że tycie jest spowodowane chorobą, ale przecież nikt nie będzie o tym trąbił na prawo i lewo. I tak znajdzie się ktoś kto pomyśli: "całymi dniami pewnie zapycha się frytkami w maku". Nie możemy walczyć z niesprawiedliwością losu, ale walczymy o siebie.
Każdy z nas, ma kilka cech, za które można, a nawet warto byłoby nas pokochać. Z tą swoją drugą "miłością" na całe życie, stajemy się innymi ludźmi. Niektórzy potrafią zacisnąć poślady i wypracować te cechy od razu, innym zajmuje to trochę więcej czasu, ale przejdźmy do konkretów.

Piszę to dla Waszych rodzin, znajomych, ukochanych. Niech przeczytają i postarają się wczuć w sytuację. Zrozumieć jak mogłoby być, gdyby oni byli w takim położeniu.

1. Silny zawodnik

Każdy po usłyszeniu diagnozy leci do domu i w przeglądarce wpisuje: "niedoczynność tarczycy". Zapoznajemy się z listą objawów. Pewnego pięknego dnia tracimy kontrolę nad własnym ciałem. Jak się czujesz w takiej sytuacji? Wyobraź sobie, że każdego dnia budzisz się z chronicznym zmęczeniem. Zmuszasz się żeby wyjść do pracy/ szkoły i marzysz tylko o tym, żeby po powrocie położyć się do łóżka i zasnąć. I spać... do końca świata ... Zaczynasz też tyć. Możesz wypić szklankę wody a czujesz się jakby dołożyli Ci 10 kg. Na forach nie znajdujesz pocieszenia, a raczej teksty w stylu: "nic się nie poprawi, będzie jeszcze gorzej; zapomnij, że schudniesz, będziesz tylko tyć, itd. "
Co można zrobić i poczuć w takiej sytuacji? Załamać się, przyjąć, że tak już będzie i z tym nie walczyć tylko się poddać.
Można się też zbuntować...
Dlatego spójrz na tego niedoczynnego wojownika, który żyje obok Ciebie i zobacz jak dzielnie walczy i znosi te objawy. Musi mieć nadludzką siłę, prawda?

2. Zna swój cel i do niego dąży

Kobiety słyną z niezdecydowania i zmienności... Niedoczynność uczy nas, że kluczem do sukcesu jest systematyczność. Nie możemy zapomnieć o tabletce każdego dnia. Cierpliwość to druga heroiczna cecha: minimum 3 razy w tygodniu słyszysz dobiegajace z pokoju odgłosy sapania i łagodny głos Ewy Chodakowskiej, mówiącej" zrobiłaś to, jestem z Ciebie dumna"
Tu nie chodzi tylko o cele dotyczące choroby: poprawić samopoczucie, schudnąć, zadbać o włosy itd. Patrząc z boku widzisz, że osoba chora wie czego chce. Ma jasno określony cel i do niego dąży. I nawet jeżeli czasami powie Ci "obojętnie" to raczej z przyzwyczajenia, niż z prawdziwego niezdecydowania.

3. Nie boi się wyzwań

Nasze życie możemy podzielić w podobny sposób jak dzieli się czas przed i po narodzinach Chrystusa. Tylko, że nasza mniejsza jednostka czasu dzieli się na: przed i po usłyszeniu diagnozy.
Jeżeli nie znaliście się przed chorobą, to na pewno możesz dostrzec chociażby ze zdjęć lub opowiadań rodziny jak bardzo się zmieniła osoba chora. Jeżeli zaczęła ciężką pracę nad swoim ciałem i powrotem do "normalności" to na pewno dużo też pozmieniało się w jej głowie. Wiesz ile lęków trzeba pokonać, żeby dotrzeć do takiego miejsca w jakim ona być może się teraz znajduje? To nie chodzi o różnicę w kilogramach. Nieważne czy to 5 czy 40 kg. Każdy kilogram kosztuje ją 3 razy więcej wysiłku niż przeciętnego człowieka. Każdy zastój formy to kolejna chwila kiedy nadzieja sypie się w proch i masz ochotę rzucić wszystko w cholerę. Najlepiej to rzucić się z mostu i przestać męczyć. Może choroba nie zmieniła jej poczucia humoru, ale na pewno zmieniła spojrzenie na świat i ludzi. I na własne ja. Być może stała się bardziej tolerancyjna i wyrozumiała. Może teraz jest większą optymistką, bo wie jak może być ciężko?
Doceń to. Zwłaszcza w chwilach kiedy przychodzi spadek formy.

4. Czerp z niej inspirację


Przychodzi zima, nie trzeba zdejmować ciepłych swetrów i odsłaniać ciała, więc spokojnie można też przywdziać zimowe oponki i poczekać do lata na  chudsze czasy. Pamiętaj jednak, że kiedy Ty się opierdzielasz, ktoś inny ciężko pracuje, uczy się, dąży do celu... Wygrywa. Wiem, że patrząc z tej perspektywy, porównując się z kimś kto więcej osiągnął, lepiej wygląda, ma lepsze życie, wypadasz słabo w swoich oczach. Jednak spójrz w bok.. jest obok Ciebie osoba, która musi każdego dnia walczyć na nowo. Zmotywować się do wstania rano z łózka, skupić się na obowiązkach, określać nowe cele i do nich dążyć. To osoba, która nawet jeżeli jej się strasznie nie chce. spakuje torbę, buty sportowe i pójdzie na siłownie, albo włączy Chodakowską i za każdym razem słysząc jej słynne "dasz radę, jeszcze jedno powtórzenie" ma ochotę wyrzucić telewizor/laptopa przez okno i na złość swojej fit trenerce polecieć po wiadro lodów. Najlepiej litrowe. Jednak nie zrezygnuje, bo wie, że jeden dzień straty to cholernie dużo. Za dużo żeby sobie na to pozwalać. Wiadomo, każdy ma gorsze chwile, ale masz doskonałego motywatora obok siebie. Skorzystaj z tego...

5. Wieczne przytulanie też jest spoko :)

Osoba z niedoczynnością wiecznie odczuwa chłód. Więc przytulaj ile wlezie :D

6. Potrafi gotować smacznie i zdrowo 

Osoby chore muszą bardzo uważać na to co jedzą. Dlatego po usłyszeniu diagnozy zmieniają się w żywieniowych wariatów. Eksperymentują, próbują, dodają nowe smaki i przyprawy. Nie zawsze musi to wychodzić doskonale, nie zawsze musi się chcieć. Jednego możesz być pewny. Jak zacznie gotować to postara się żeby było maksymalnie zdrowo i smacznie. Nie ważne czy będzie robić pierogi, czy sałatkę. Zawsze znajdzie jakąś, choćby małą modyfikację, żeby było lepiej :)

A jak wiemy, najlepsze związki rozwijają się nie w łóżku a przy wspólnym gotowaniu :) Kiedyś mi babcia powiedziała: zobacz jakie serce człowiek ma do gotowania i do zwierząt, a będziesz wiedziała wszystko. Można robić jedną potrawę milion razy, ale zawsze będzie smakować inaczej. Wiesz dlaczego? Bo chory nie robi jedzenia mechanicznie. On myśli, co w danym momencie może być najlepsze, może najlepiej pasować i najlepiej smakować.

7.  Kocha sam siebie

Argument najlepszy z możliwych! poznajesz nową osobę i zastanawiasz się jaka jest. Czy Cię nie skrzywdzi, nie wykorzysta itd?
Zastanów się... Czy ta osoba wygląda jakby świetnie poradziła sobie bez Ciebie? jeśli tak to świetnie!
Wiesz dlaczego? Bo jeśli tak jest, oznacza to, że jesteś jej świadomym wyborem. Wybrała Cię z pośród tysiąca innych ludzi nie dlatego, żeby zapełnić pustkę, żeby mieć kogoś itd. tylko dlatego, że lubi z Tobą przebywać, rozmawiać, śmiać się.
Więc jeżeli czekasz na przylepę, która nie będzie Cię opuszczać na krok, tylko wisieć Ci ciągle na ramieniu, lepiej szybko oddal się na bezpieczną odległość. Poznałeś bowiem osobę, która ma dużo do zrobienia ze względu na swoją chorobę, która musi się oswajać ze sobą i realizować siebie, więc ciesz się, bo najmocniej potrafi pokochać człowiek, który kocha sam siebie. Umie dawać i cieszyć się tym dawaniem. I na pewno doceni każdy miły gest.

Dlatego moi drodzy niedoczynni. Uwierzcie w siebie i nie opierajcie swojej pewności siebie na zdaniu innych. Po prostu zakochajcie się w sobie na nowo, a potem myślcie o pokochaniu kogoś.
A Wam rodzino/ przyjaciele/ partnerzy niedoczynnych- doceńcie ich i zastanówcie się jakby to było, gdybyście Wy znaleźli się w takiej sytuacji :)




sobota, 12 września 2015

Dietetyczny łosoś w marynacie słodko-kwaśnej


Witam wszystkich zainteresowanych przepisem na dietetycznego łososia.
Doskonała propozycja obiadu wysokobiałkowego i przyspieszającego metabolizm.

Zacznijmy od marynaty do ryby ( podaję ilość na dość spory kawałek, ale na pewno każdy będzie wiedział "na oko" ile czego użyć)

- sos sojowy ok 1/4 szklanki 
- 1,5 łyżka miodu
- 1 łyżka musztardy
- czosnek
- sok z połówki cytryny

Rybę dokładnie moczymy w marynacie z obu stron i pozostawiamy na min. 3 godziny.
Świetnym sposobem na przygotowanie łososia jest zawinięcie go w folię aluminiową spożywczą i pieczenie na patelni pod przykryciem przez ok 20 min.
W ten sposób nie używamy tłuszczu i "parzymy" rybę. 

Jako dodatek zastosowałam sos czosnkowy domowej roboty

- 1 mały jogurt grecki
- 1 ząbek czosnku
- przyprawy + ostropest plamisty 

i ogórki chili ( maminej roboty )

Mam nadzieję, że komuś podrzuciłam pomysł na szybkie, białkowe i zdrowe danie :)

Smacznego! :)

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozstanie- początek lepszego życia czy jego koniec?

Witajcie

Otóż jakiś czas temu rozstałam się z człowiekiem, który był przez 1,5 roku całym moim światem. Wszystko miało przebiegać w miarę spokojnie, ale się nie udało. Było burzliwie i zakończyło się niechęcią do utrzymywania jakiegokolwiek kontaktu w przyszłości.

Ale mniejsza o moją sprawę. Chyba nie ma człowieka, który nie przeżyłby rozstania. Chyba, że ma już dawno na oku kogoś innego i jest to dla niego wygodna opcja. Szukałam w internecie wiele porad jak sobie poradzić z tym wszystkim, z tymi uczuciami które towarzyszą tak gwałtownej zmianie w życiu. Wszędzie znajdowałam te same porady:

- spotykaj się z przyjaciółmi
- uprawiaj sport
- zadbaj o siebie
- wróć do przyjemności na które wcześniej nie miałaś czasu
itp.

Nie wiem czy rozstanie wygląda u każdego tak samo, ale nie potrafię nawet określić uczuć które wtedy mną sterowały. Ból i żal, że to wszystko się już skończyło, że te piękne chwile się już nie powtórzą, że być może straciłam coś co mogło trwać przez całe życie i dać mi szczęście. Za chwilę złość, o to, że przecież nie popełniłam takiego błędu żeby mnie zostawiać, że obje strony powinny chcieć walczyć o związek a nie tylko stawiać na swoim, że dałam się tak oszukać i uwierzyłam drugiemu człowiekowi tak bezgranicznie, że zatraciłam w tym siebie. Raz na jakiś czas dochodził do głosu zdrowy rozsądek który mówił mi, że dobrze się stało, bo nie rozstałam się z kimś z powodu głupoty- rozrzucanych skarpetek po podłodze, niesłowności, itp. Brak szacunku i wsparcia w najważniejszych chwilach życia, nie jest małym gówienkiem do przeskoczenia.
W końcu strach, ogromny strach- człowiek boi się, że sobie sam nie poradzi, boi się przeorganizowania swojego dotychczasowego życia, zmian. Kiedyś wszystko było w miarę bezpieczne, poukładane, wspólne wyjazdy, rozwiązywanie problemów itp. Jak sobie poradzę ze swoim życiem? czy ktoś mnie jeszcze zechce?

Przechodząc do sedna sprawy? Jak można spotykać się ze znajomymi, uprawiać sport, dbać o siebie kiedy nagle cały świat Ci runął na głowę i nie masz siły się pozbierać? kiedy czujesz tak dużo w jednym momencie, że właściwie nie wiesz co czujesz?

Przechodziłam przez różne etapy swojej uczuciowej katastrofy. Złość, płacz, usprawiedliwianie drugiej osoby i pretensje do siebie- to chyba przechodziłam najdłużej, w końcu zrozumienie i nadzieja.
Na początku byłam wściekła, że ktoś mnie potraktował w ten sposób, kiedy naprawdę nie było powodu i wzajemności w tym. Nie mogłam zrozumieć, że tak długo byłam z kimś kogo praktycznie nie znałam. Ten etap jednak u mnie trwał bardzo krótko.

Mówi się, że jak człowiek ma miękkie serce to musi mieć twardą dupę. Racja. Ja z tym moim miękkim sercem, po tym wszystkim doszukiwałam się winy w sobie. Co mogłabym zrobić lepiej? inaczej? itp. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę, bez względu na to co bym zrobiła w tej chwili, zrobiłabym to wbrew sobie i być może byłoby lepiej na kilka tygodni, może miesięcy, ale sytuacja znów by się powtórzyła i albo musiałabym znów zrezygnować ze swoich wartości i ulec, albo postawić na swoim i przeżywać wszystko od nowa. Ten etap trwał najdłużej. Ciągle wyrzucałam coś sobie mimo, że zdawałam sobie sprawę z tego jak dobrze zostałam "ułożona".

Ze zrozumieniem sytuacji ciągle mam problem, ciągle zastanawiam się dlaczego TO się stało. Nie chodzi już nawet o rozstanie, ale o sposób jaki mój związek został zakończony, O wszystko co potem musiałam przejść i ugryźć się w język, żeby nie odezwać się i nie nabluzgać na wszystko.

ciągle mam nadzieję. Już nie na powrót... ale na to, że ta druga osoba zrozumie, że też popełniła błąd i że bardzo mnie zraniła i nie żyła w przekonaniu, że wszystko to moja wina.

Wiecie co? Miałam wiele szczęścia, bo w tych trudnych chwilach byli przy mnie przyjaciele, z którymi dawno nie miałam kontaktu i moja rodzina.
Moja koleżanka poradziła mi jedno: Nie czekaj. Pożegnaj się z nim w swoim sercu, zakończ ten etap, popłacz, pokrzycz, cierp- bo trzeba to przejść. To zmniejsza ból. Przebacz jemu i sobie, powiedz "żegnaj" temu etapowi w swoim życiu i pomódl się. Pomódl się do Boga o siebie, spokój ducha, o dobrego męża, pomódl się za niego. Módl się, aż będziesz miała pewność, że tak się stanie.

tak na marginesie, moja koleżanka tak zrobiła. Miała bardzo burzliwy związek, ale w koncu zrobiła to co mi sama poradziła. W Kościele płakała, modliła się i płakała. Powiedziała, że po wyjściu ze Świątyni, czuła, ze ma to z Bogiem załatwione. że będzie miała najlepszego męza na świecie, Miała wręcz pewność, że tak się stanie. I wiecie co? Za jakiś czas napisał do niej jej mężczyzna i zupełnie zmienił swoje zachowanie. Teraz jest księciem dla swojej księżniczki.

Wiem, że wiele osób teraz może pomyśleć, że jestem nawiedzona, ale mogą. Mają do tego prawo. Prawda jest taka, że nigdy nie byłam blisko z Bogiem. Owszem modliłam się jak czegoś potrzebowałam, obiecywałam poprawę i chyba On mi zawsze uwierzył. Potem jednak znów się zmieniałam... Aż do teraz. Naprawdę posłuchałam mojej przyjaciółki i zaczęłam się modlić. Wybaczyłam mojej byłej drugiej połowie ( nie zapomniałam tego, ale wybaczyłam) i zaczęłam się modlić o siebie i o niego. I daje Bogu wolną rękę. Sam zdecyduje kto jest dla mnie najlepszy. Jeżeli będzie to mój były, to stanie się coś co wszystko naprawi, jeżeli nie, to tez dobrze, bo wiem, że wszystko dzieje się w jakimś celu. I bez względu na to co się stało, jak się skończyło. przeżyłam piękne chwile, zaręczyny, seks, mam super wspomnienia i na tym się będę skupiać. To co złe zostawiam za sobą i idę dalej...

Bóg to najważniejsza pomoc w tej sprawie. Mogę przysiąc z ręką na sercu że faktycznie najbardziej pomogło mi to ukoić ból.
Druga sprawa to właśnie przyjaciele, którzy poświęcali mi czas i pocieszali oraz rodzina.
Wyjechałam na tydzień do kuzynki, zmieniłam otoczenie, długo z nią rozmawiałam i dzień po dniu przechodziłam oświecenie. Coraz większy spokój był we mnie.

Więc jeżeli mogę komuś doradzić na podstawie własnych doświadczeń.

- przebolej, popłacz, wykrzycz swoją złość, zdaj sobie sprawę z tego co czujesz i najlepsze- zapisz to. Przelej na papier konkrety- co czujesz i dlaczego, jak to na Ciebie działa. Takie pisanie poukłada Ci w głowie i łatwiej będzie Ci się z tym uporać.

- jak już przebolejesz i przepłaczesz, zastanów się na zimno, obiektywnie, czy to co się stało jest z Twojej winy i czy druga strona starała się naprawdę coś zmienić i polepszyć Wasze relacje. Jeżeli po prostu się poddała to daj sobie spokój. Kobiety, jest jedna podstawowa prawda- choćby mury srały a skały pękały facet znajdzie sposób! I taka jest prawda. Chyba, że jest to Twoja wina. Zdradziłas/es? Zastanów się czemu. Wszystko dzieję się po coś. Jest skutkiem, nie przyczyną. W końcu zastanówcie się czy to o co się pokłociliście jest naprawdę tego warte? Bo przyzwyczajenia można zmienić. Jednak człowieka przewartościować się nie da.

- Pomódl się i wybacz mu/jej. To naprawdę dużo daje. Możesz wtedy pójść naprzód. Nie żyjesz już złością, żalem i nadzieją że może wróci. Jeżeli będzie chciał wrócić i zrozumie swój bład to wróci. Jeśli nie to przestań się zastanawiać i zacznij żyć. Jest wielu wspaniałych ludzi wokół Ciebie, bez sensu jest zamartwiać się tym czemu ta jedna Ciebie nie chce lub nie może zaakceptować.

- nie pchaj się w nowe związki, To najgorsze co można teraz zrobić. Obserwując moich znajomych wiem, że szukanie kogoś na siłe, kończy się nieszczęściem.

- wyjedź do rodziny/ przyjaciół na jakiś czas, przegadaj z nimi sprawę. I pod żadnym pozorem NIE POZWÓL SOBIE NAPISAĆ DO DRUGIEJ OSOBY!!! koniec z obelgami, z braniem winy na siebie itp. Dopóki naprawdę nie poczujesz się na siłach i nie spojrzysz obiektywnie na sprawę, masz zakaz jakiegokolwiek pisania do niej/niego! nie tylko się poniżysz, ale albo skończy się to kolejną kłotnią, albo on/ona CI nie odpisze więc poczujesz się jeszcze gorzej. Ja miałam wiele momentów kiedy chciałam to zrobić, ale cieszę się ze mi nie pozwolono.

- Zdaj sobie sprawę z tego, że skoro dawalaś sobie radę przed związkiem to teraz też dasz sobie radę. Potrafiłaś/eś tyle czasu żyć samotnie i być w miarę zadowolonym ze swojego życia to teraz też Ci się uda! koniec gadania, że teraz Twoje zycie nie ma sensu. MA! rozwijaj się dalej. Zapisz się na siłownie, dodatkowy język, spotykaj się z ludźmi. To najlepsze lekarstwo na samotność ;)

- ZAWSZE dbaj o przyjaciół i rodzinę. Bez względu na to jak wspaniały będzie Twoj związek. Nigdy z nich nie rezygnuj bo mogą zostać Ci tylko oni....

Mam nadzieję, że komuś ten wpis pomoże :))


Translate